nr 10 - krąg zielony

Przyznam się, że polegliśmy w próbie namówienia Naczelnika Harcerzy o wywiad. Mamy wprawdzie zapowiedź, że Naczelnik jeszcze raz przemyśli sprawę, nie chcemy jednak dzielić skóry na niedźwiedziu. Tak czy owak, dla zapełnienia luki, próbujemy wyręczyć Naczelnika i odpowiedzieć „za niego" na jedno z pytań, które mu zadaliśmy.

 

W wrześniowym numerze Pobudki przypomnieliśmy, że w przyszłym roku, w Wielkiej Brytanii odbędzie się wydarzenie bez precedensu: XXI Światowe Jamboree Skautowe zwołane w 100-lecie powstania skautingu!!! Powiedzieliśmy wtedy, iż w wydarzenium tym zabraknąć nie może harcerzy z ZHR ! Natychmiast po tym wezwaniu wpłynęły do nas pierwsze zgłoszenia z drużyn, które chcą podjąć wezwanie. Upewniło nas to w przekonaniu, że warto naszą wyprawę zorganizować. Kto jeszcze nie jest zdecydowany, być może zachęcą go do tego artykuły o historii Jamboree znajdujące się w niniejszym numerze POBUDKI.

hm. Wojciech Hausner

Prolog

W 1914 roku w Krakowie została opublikowana ksiązka Andrzeja Małkowskiego „Jak skauci pracują?", która jest obszerną relacją z udziału polskich skautów w III Wszechbrytyjskim Skautowym Zlocie w Birmingham; jest relacją ale zarazem opowieścią o skautingu. W polsiej wyprawie wzięło udział 56 skautów i skautmistrzów z Małkowskim, Affanasowiczem, Nowakiem, Lewickim, Strumiłło.

hm. Paweł Wieczorek KOHUB

Relacja z obchodów drugiej rocznicy odejścia od nas Tomasza ukazała się na głównej stronie internetowej ZHR. Nie zamierzam tworzyć dla POBUDKI konkurencyjnego opisu dobrze zorganizowanej konferencji, zresztą z wychowawczego, instruktorskiego punktu widzenia taki kronikarski zapis nic nie daje. Kto nie był sobotnim wieczorem w sali kinowej Muzeum Narodowego z najbardziej nawet szczegółowego raportu nie wyłowi tego co najważniejsze – nastroju Spotkania. 

Maciej Strzembosz

Ojciec lubił posługiwać się anegdotami. Wśród jego ulubionych była taka: „Początek wieku, Szwecja. Młody chłopiec z biednego domu dziecka zauważył na ulicy, że starszemu panu upadła laska. Nikt inny tego nie widział, nikt mu nie pomógł. Młody chłopiec podbiegł i podniósł laskę. Starszy pan podziękował, rozpoczął rozmowę, a potem zachwycony rezolutnością chłopca wziął go pod swoją opiekę. 40 lat później ów dzieciak z domu dziecka został premierem Szwecji. A starszy pan? Był królem Szwecji, który wybrał się sam na spacer po mieście. Jaki z tego morał? Nie każdy staruszek któremu pomożemy na ulicy okaże się królem Szwecji. I nie każdy dobrze wychowany chłopak, który pomaga starszym, okaże się na tyle zdolny, by w przyszłości stać się premierem dużego, europejskiego kraju. Ale jeśli nie ma owego fundamentu jakim jest wychowanie - swoista czujność na tych, którzy potrzebują pomocy; gotowość by tę pomoc nieść - to bez tego wychowania takie spotkanie nie może się zdarzyć. Przypadek? Oczywiście, ale aby taki przypadek był brzemienny w skutki, musi zdarzyć się ludziom, którzy są do niego przygotowani: komuś, kto jak król Szwecji jest gotów otoczyć opieką młodego człowieka i młodemu człowiekowi, którego wychowanie sprawia, że pośpieszy z pomocą każdemu, nie oczekując, że ten komu pomaga musi koniecznie okazać się królem”. Tyle Ojciec. Opowiedział mi tę historię trzydzieści parę lat temu, a ciągle wydaje mi się aktualna. (...)

hm. Krzysztof Stanowski
 
Mój pierwszy harcerski kontakt z Tomaszem miał miejsce w czasach, gdy byłem zastępowym w drużynie Nieprzetartego Szlaku. Z moim drużynowym - Michałem Bobrzyńskim - poprosiliśmy Tomasza, by opowiedział o "Szarych Szeregach" naszym harcerzom - chłopcom z zakładu dla dzieci głuchych. Wtedy pierwszy raz usłyszałem Tomasza-historyka, a zarazem gawędziarza, który potrafił opowiadać o historii (także o wydarzeniach, w których osobiście nie uczestniczył) z pasją, prawdziwie - bez tak modnego w harcerstwie patriotycznego podkolorowywania - i zajmująco. Było tak również w przypadku audytorium trudnego czy wręcz nieżyczliwego. Tomasz - jako historyk - przez całe życie mówił o sprawach w danym momencie ważnych i trudnych - o oddziałach powstańczej Warszawy, o partyzantce pod sowiecką okupacją, o Jedwabnem. 

       
           

Dzięki uprzejmości Szymona Kobusińskiego (www.szymonkobusinski.com) przedstawiamy zdjęcia Tomasza z profesjonalnej sesji fotograficznej zrobionej przy okazji benefisu Tomasza, który odbył się 28. października 2000 roku w Pałacu Kultury i Nauki.

hm. Krzysztof Stanowski 

Jako zastępowy a później jako drużynowy wielokrotnie opowiadałem młodym harcerzom przy ognisku o danych harcownikach - średniowiecznych rycerzach, którzy przed bitwą występowali przed szereg by dać przykład swoich umiejętności, odwagi i umiłowania ojczyzny. O Filomatach i Filaretach, którzy stworzyli jedna z pierwszych w nowożytnej Europie wychowawczą organizację młodzieżową. Za Małkowskim powtarzałem, że harcerze to współcześni harcownicy. Ludzie wyznaczający kierunek. Harcownikami byli niewątpliwie polscy skauci podejmujący walkę o niepodległość Polski, Zaruski tworzący pierwsze druzyny morskie, żołnierze Zośki i Parasola, ale także instruktorki z Bądź Gotów oraz twórcy akcji „M" wychowujący młodzież w czasie okupacji. Wreszcie uczestnicy przygotowanej jeszcze w czasie wojny uczestnicy akcji Warmia i Mazury, którzy na przekór historii starali się pomóc w powrocie do macierzy Polaków zamieszkujących te tereny czy instruktorzy Nieprzetartego Szlaku podejmujący jako jedni z pierwszych zadanie integracji wykluczonych.

Martyna Michalik 

 
 
„Komitet Obrony Robotników miał taką fajną cechę,
że przyjmował wszystkich, nie grzebiąc w życiorysach..."
S.Blumsztajn

W trzydziestą rocznicę powstania Komitetu Obrony Robotników nikt nie kwestionuje wagi tamtego wydarzenia, jako milowego kroku w polskiej drodze do niepodległości.

O ile często dyskutowany bywa KOR jako organizacja, która przełamała izolację grup społecznych, zrobiła dużo, aby przełamać atomizację społeczeństwa, o tyle rzadko przyglądamy się KOR-owi od wewnątrz i zastanawiamy się nad innym środowiskotwórczym aspektem KOR-u.

W moim odczuciu było to przede wszystkim spotkanie, po raz pierwszy w czasach powojennych, dwóch tak bardzo różniących się od siebie formacji duchowych, a co za tym idzie, spotkanie dwóch wizji Polski, modelów wychowania, i w końcu ludzi reprezentujących dwa odmienne nurty związane z historią poslkiego harcerstwa. I doniosłości tego wydarzenia nie sposób przecenić.  

Marek Barański, od 1957 w 1 WDH. 

Miałem cudowne dzieciństwo, ale jednocześnie wiedziało się że Polska jest pod okupacją. (...) Zawsze wiedziałem, że harcerstwo to jest coś wspaniałego. Pod koniec lat czterdziestych na wakacjach ojciec mnie zaprowadził do lasu, bo tam byli harcerze. Strasznie mi się to podobało. Miałem starszą kuzynkę, która była na jednym obozie harcerskim i opowiadała z wielkim zapałem, co tam było. Więc kiedy w grudniu 1956 roku usłyszałem, że jest reaktywowane harcerstwo, to od razu wiedziałem, ze się tym zajmę.

Mirosław Chojecki, od 1956 w 16 WDH. 

Urodziłem się dokładnie 10 lat po wybuchu II Wojny Światowej. Moi rodzice byli żołnierzami Arimi Krajowej w elitarnym oddziale „Parasol", którego celem było likwidowanie wysokich funkcjonariuszy hitlerowskich jak np. gen. SS i Policji w Krakowie - Wilhelma Koppe, gen. SS - Franza Kutscherę, funkcjonariusza oddziału kobiecego Pawiaka - Ernesta Weffelsa, szefa esesmańskiej komendantury Pawiaka - Engelbrta Frührwirtha, kierownika w urzędzie dowódcy Policji Bezpieczeństwa i Służby Bezpieczeństwa w Warszawie, inicjatora i organizatora przesiedleń ludności - Waltera Stamma.

Urszula Doroszewska, od 1969 w 1 WDH. 

... nastąpił nowy okres w moim życiu, czyli Mokotów, liceum Reytana i Pierwsza Warszawska Drużyna Harcerska im. Romualda Traugutta, tzw. "Czarna Jedynka". To był 1969 rok. Akurat powychodzili z więzienia nasi starsi koledzy, którzy siedzieli w 1968 roku, np. Antek Macierewicz. W naszych oczach byli to wielcy bohaterowie, bo siedzieli. Wtedy byli już studentami. Instruktorami w "Jedynce" byli Wojtek Onyszkiewicz, Janusz Kijowski, Michał Kulesza, Piotrek Naimski, Marek Barański; Wojtek Fałkowski doszedł później. Oczywiście "Soda" [Andrzej Janowski], ale to starsze pokolenie.

Marcin Gugulski, od 1970 w 1 WDH. 

Nie byłem w Czarnej Jedynce. Byłem w drużynie harcerskiej w 272 szkole podstawowej. Nazywała się 314 WDH Hawana im. Fidela Castro i była bardzo dobrą, tradycyjną, skautowską drużyną w każdym elemencie wyszkolenia, tylko patron był wredny. (...)

Piotr Naimski, od 1964 w 1 WDH. 

1 czerwca 1976 wyjechałem z kolegą Olkiem do Szwecji. Mieliśmy młode żony, malutkie dzieci i niezbyt wiele możliwości zarabiania na życie, będąc początkującymi doktorantami w PAN. Wakacyjno-urlopowe zbieranie truskawek dawało szansę przeżycia następnego roku. Paszport dali - środkowa epoka Gierka dopuszczała takie ekscesy. Wróciłem bodajże 29 albo 30 lipca. Jedyna wiadomość, jaka do mnie dotarła z Polski do Szwecji to informacja o wypadku i śmierci Antoniego Słonimskiego. O Radomiu i Ursusie dowiedziałem się na promie, płynąc do Gdańska.

Wojciech Onyszkiewicz, od 1965 w 1 WDH. 

Ja się znalazłem w "Jedynce" bardzo późno, latem przed klasą maturalną. Idiotyczne przypadki spowodowały że nie znalazłem się w niej wcześniej. (...) znalazłem się nagle na cudownym obozie wędrownym w Górach Świętokrzyskich, prowadził go Marek Barański. To był rok 1965.

Od redaktora naczelnego Pobudki: Mam świadomość, że teksty historyczne nie cieszą się szczególnym zainteresowaniem naszych czytelników, mimo to POBUDKA stara się je regularnie publikować. Po pierwsze dlatego, że jeżeli nie my, to kto? Część redakcji to weterani, takie „zworniki" między dawnymi a nowymi laty, dla nas to nie historia, co najwyżej wspomnienia, ale też dajemy gwarancję, że publikowane teksty napisane są rzetelnie, bo znamy te sprawy nie z książek lub opowiadań, a z własnych doświadczeń. Po drugie - czy to tylko historia, czy też ważna część naszej, zethaerowskiej tożsamości? „Narody tracąc pamięć, tracą życie" - mówił drugi Marszałek Odrodzonej Rzeczypospolitej, Francuz Ferdinand Foch - zapewne dotyczy to także harcerstwa.  

hm. Jerzy Bukowski HR

Czytając w Instytucie Pamięci Narodowej materiały, jakie zgromadziła na mój temat Służba Bezpieczeństwa PRL, z dużym rozbawieniem zapoznałem się ze sporządzoną z ogromnym nakładem środków operacyjnych dokumentacją, opisującą istotne zagrożenie dla porządku publicznego, jakim miały być organizowane przez mnie w latach 80. ubiegłego wieku ogniska harcerskie pod kopcem Józefa Piłsudskiego na krakowskim Sowińcu.

hm. Ewa Hoffman-Piotrowska 

Przez Polskę znowu przetacza się dyskusja na temat kształtu szkolnictwa w naszym kraju związana z dramatycznym zajściem w XXX gimnazjum. Obawą napawa fakt, że w szkoła publiczna nie daje poczucia bezpieczeństwa, choć (szczególnie w przypadku szkół na poziomie ponadpodstawowym) zapewnia wielokrotnie kształcenie na wyższym poziomie niż ma to miejsce w wielu placówkach społecznych czy prywatnych.

Pytanie o to, jaka ma być szkoła w sposób szczególny dotyka środowiska instruktorów, byłych instruktorów, którzy zainteresowanie dla spraw wychowawczych mają niejako wpisane przez lata harcerskiej praktyki. Zainteresowanie to zostaje wzmocnione, kiedy ludzie czynnie lub biernie związani z harcerstwem wchodzą w kolejny etap dorosłego życia. Troska o dzieci i młodzież staje się bowiem troską o ich własne dzieci.

hm. Krzysztof Stanowski

Jeśli rolą ZHR jest wychowanie młodych ludzi do świadomej postawy obywa­telskiej (patrz statut ZHR), to jednym z ważnym zadań, powinno być przygotowanie ich do aktywnego udziału w organizacjach pozarządowych. Organizacjach, które pełnią coraz istotniejszą rolę we współczesnym świecie. Pozwalają osobom prywatnym, obywatelom angażować się w rozwiązywanie problemów, osiąganie wspólnych celów społecznych.

HO Marcin Stencel 

Droga Pobudko !

Piszę, aby podzielić się moim niezadowoleniem spowodowanym listem Naczelnika Harcerzy z dnia 30 października br. (http://www.zhr.pl/info/4105).

Jako rodowity Gdynianin dostrzegam i doceniam wkład radnych w dynamiczny rozwój mojego miasta. Tajemnicą poliszynela jest fakt, iż połowa tej ekipy to byli i obecni instruktorzy ZHR-u (mniej lub bardziej aktywni). Powodem ich skuteczności są niewątpliwie cechy wyrobione w harcerstwie – uczciwość, słowność, pracowitość, przedsiębiorczość i poczucie odpowiedzialności za swoją lokalną społeczność. Natomiast zupełnie odcinam się od dopisania do tej listy światopoglądu – jakiegokolwiek, a już tym bardziej konserwatywnego. Jakie znaczenie na np. tworzenie nowych miejsc pracy ma to, że radny jest chrześcijaninem ?

W drugim numerze lwowskiego „Skauta", wydanym w listopadzie 1911 roku (znowu okrągła rocznica), przedostatni, czyli ÓSMY punkt prawa brzmiał jaki poniżej:

„Skaut śmieje się i pogwizduje nawet w najcięższem położeniu". 

Skautki absolutnie znieść nie mogły myśli, że dobrze urodzona panienka może gwizdać jak jakiś batiar z Kleparowa, zaczem przerobiły ów punkt na swój użytek tak oto:

„Skautka śmieje się i NUCI nawet w najcięższem położeniu".