Numer 4 z dnia 12 grudnia 2005 r.

hm. Tomasz Maracewicz

Nie sposób przejść do porządku nad faktem, iż nasz Przewodniczący został wybrany do godności Senatora RP. Jak każde znaczące wydarzenie w życiu Związku, stanowi ono przedmiot licznych komentarzy na temat miejsca polityki w organizacji harcerskiej.

„Na koniec mam jeszcze jedną uwagę: -  Niech dla dobra Sprawy powstrzymają się od udziału kierowniczego w naszym ruchu skautowym politycy,  to jest ludzie biorący silny udział w życiu dzisiejszych stronnictw politycznych.  Taki apel do części obywateli z prośbą o powstrzymanie się ich od naszej pracy również obywatelskiej jest w zasadzie  (teoretycznie)  zupełnie niesłuszny.  Ale dyktuje mi go dotychczasowe gorzkie doświadczenie.  Bardzo szanuję polityków i nie przeczę, że działanie polityczne dla narodu jest potrzebne, choć nie ulega dla mnie wątpliwości, że polityka tej części Polski, w której ostatnio najwięcej przebywałem, przyniosła w ostatnich latach  dziesięć razy więcej strat, aniżeli przysporzyła korzyści.  Nadto z powodu niezwykłego zacietrzewienia partyjnego, jakie obecnie w Polsce panuje, należy ruch    w y c h o  w a w c z y  , jakim jest skautostwo, zupełnie izolować od aktualnych kombinacji politycznych,  a tymczasem uwolnić go od udziału pochłoniętych przez politykę obywateli.  Obawy, ażeby  skautostwo nasze bez opieki polityków nie popełniało błędów, są niesłuszne.  Trzeba mu zostawić możność samodzielnego rozwoju i pozwolić, by żyło szczerą prawdą i było dla wszystkich przejrzyste, jak woda źródlana.”

Andrzej Małkowski „Jak skauci pracują.” Kraków 1914, s.325

Marek Kamecki

„Skaut Naczelny jest wielkim przeciwnikiem regulaminów w pracy skautowej a wielkim zwolennikiem rozwijania samodzielnej inicjatywy zarówno u skautmistrzów, jak i u skautów-szeregowców.  Z biegiem czasu musiano, oczywiście, wydać szereg postanowień regulaminowych, dotyczących otrzymywania odznak, ubioru oficerów itp.- ale od statutów i regulaminów nie rozpoczynano pierwszych kroków stowarzyszenia.”

Andrzej Małkowski „Jak Skauci pracują”, Kraków 1914, s.253

hm. Marek Gajdziński

Odkąd wróciłem do ZHR, stale słyszę utyskiwania na brak koncepcji pracy wędrowniczej. Trochę mnie to dziwi, gdyż akurat ta dziedzina, jak żadna inna, wprost obfituje w doświadczenia różnorodnych eksperymentów metodycznych. Pomysłów na wędrownictwo było sporo. Nic tylko brać i wybierać.

Od Redakcji: jeśli ktoś wydumał sobie, po przeczytaniu dwóch pierwszych wydań POBUDKI, że Czerwony Krąg, jak wskazuje kolor, przeznaczony jest dla harcmistrzów, był w błędzie, o czym się może zaraz przekonać. Tekst ćwika (omc. HO) ZULUSA wskazuje na to dobitnie, choć tytuł ma niepoważny, a traktuje między innymi o krasnoludkach zaprzężonych do wózka z piaskiem... Ale. No właśnie, jest „ale”. Artykuł, przewrotnie kierowany przez autora do zastępowych i drużynowych, tak  naprawdę powinien być przeczytany w pierwszym rzędzie przez instruktorów znacznie wyższych rangą, tych, którzy na co dzień zapominają może o metodycznej zasadzie wzajemności oddziaływania. Zobaczcie co wam grozi, druhny i druhowie z czerwonymi podkładkami,  jeśli nie będziecie poważnie traktować drużynowych!

Temat uznaliśmy za na tyle istotny, by umieścić artykuł w wewnętrznym, czerwonym kręgu. Jednocześnie informujemy, że artykuł ukaże się w najbliższym numerze „Instruktora”. Zamieszczamy tekst oczywiście za wiedzą i zgodą Redakcji pisma.

Wincenty A. J. Gulewicz „ZULUS” ćw.

Różne podejścia do prawa, regulaminów i planów pracy charakteryzują różnych ludzi. Nierzadko są też przyczyną konfliktów i niezrozumienia wśród członków naszej wspaniałej organizacji. Również mechanizmy i skuteczność działania różnych drużyn opierają się na różnych metodach. Zdawać by się mogło "Plan", "Prawo", "Regulamin" - rzeczy proste jasne i jednoznaczne. Tymczasem tak nie jest. Obserwując podejście do przepisów wśród różnych harcerzy i instruktorów, można zauważyć dwie skrajne postawy wobec, mówiąc brzydko, przepisów i papierów (oczywiście są one tylko modelem zachowań i nie twierdzę tutaj, że jest się zawsze takim, albo takim).

pwd. Marcin „Ezechiel” Zaród HO

Co jest towarem deficytowym w ZHR? Ideowość, Formacja, Braterstwo, Skuteczność?  Zapewne każdej z powyższych każdej z powyższych rzeczy po trochu brakuje w ZHR.  Nigdy dość ideowych dwugodzinnych apeli, braterskich pouczeń połączonych z chłostą, formacyjnych pogadanek indoktrynacyjnych czy skutecznej walki z „Tamtymi”.

Paweł Wieczorek KOHUB

Internet to wielki wynalazek, szkoda że ludzie jeszcze do niego nie dorośli.

Tłumacząc profanom czym jest rachunek prawdopodobieństwa opowiadamy zazwyczaj, że jeśli sto milionów małp będzie przez odpowiednio długi czas walić łapami bezmyślnie w klawisze maszyn do pisania (dziś – komputerów), kiedyś wreszcie któraś wystuka „Drugą księgę dżungli” Kiplinga. Gdy zaglądam na przeróżne internetowe listy dyskusyjne i czaty (oto jak słowa na naszych oczach zmieniają znaczenie, przecież nie mam na myśli obozowych wart) czuję się nieraz, jakbym trafił właśnie między wyżej wzmiankowane małpy. W tej stercie błazenady, głupot kompromitujących autorów, plugastw wreszcie, można czasem znaleźć łyżkę miodu. Tylko komu chce się szukać? A może to kwestia smaku, że i tej łyżki na wszelki wypadek nie oblizujemy zważywszy sąsiedztwo?

hm Paweł WIECZOREK KOHUB

Oto oficjalna relacja z Informatora Pomorskiej Chorągwi Harcerzy, ilustrowana kilkoma zdjęciami. A następnie autorska - KOHUBOWA  - lekko polemiczna.

Jarosław ŻUKOWSKI

Przyjemność przeciwstawiania się trudnościom.

Kiedyś, na jednym z zimowisk mojej drużyny, jeden z zastępów przygotowywał wieczornicę. Cały wieczór wszystkich dręczyło pytanie, jakie będą nagrody za wygrane konkursy. Sprytne „Rysie” podsycały jeszcze swoimi szeptami i dziwnymi minami ciekawość, tak, iż na wieczór spirala pożądania była nakręcona do tego stopnia, że nikt w miejscu nie mógł wysiedzieć. Konkursy przechodziły jeden za drugim, rywalizacja szła iście diabelsko, jak nigdy, bo wszyscy czekali na nagrodę. Kiedy skończyliśmy już zabawy nadeszła długo oczekiwana chwila. „Rysie” zawyły dzikim głosem: a teraz nagrodaaa!, po czym zza kurtyny sporządzonej z koca wyszedł ich zastępowy i promiennym uśmiechem oświadczył wygranym: wasza nagroda jest … w niebie. Zbaranieliśmy, a potem wszyscy zaczęli się turlać po podłodze rechocząc z radości. Każdy wiedział, że zastępowy Rysi rozpoczął właśnie studia teologiczne, ale żeby aż tak mu odbiło ?

phm. Agnieszka Leśny

-     Dzień dobry mamo, przepraszam, że wczoraj tak późno gadałam przez telefon, ale zadzwoniła koleżanka, która w piątek miała po czterech latach oddać gromadę. Wczoraj właśnie (wtorek – przyp. aut) przyboczna poinformowała ją, że odchodzi z harcerstwa. Skąd ja to znam....

-     Odpuść sobie to wszystko.

phm. Anna Zagrajek HR

Zgodnie z obietnicą daną w kwietniowym numerze Pobudki, tym razem przedstawiam trochę praktycznych uwag do dokumentacji źródłowej i książki finansowej.

hm. Tomasz Maracewicz

Program to drugi bazowy element oddziaływania harcerskiego systemu wychowawczego. Widać to dobrze na "schemacie". Konkretniej mówiąc, program to inaczej treść przedsięwzięć podejmowanych przez harcerskie jednostki - drużyny, hufce czy całe organizacje. Tradycyjny program harcerski w drużynie jest intuicyjnie znany nie tylko harcerzom. Większość rozmówców jednym tchem wymieni zapewne: wycieczki i obozowanie; wywiady, podchody, trochę wojskówki; wreszcie służba i dobre uczynki. To prawda, te elementy programu są bardzo często obecne w pracy drużyny harcerzy, ale na pewno nie tylko i nie przede wszystkim.

phm. Agnieszka Leśny

O tym, że w ZHR mamy swój festiwal piosenki wiedzą wszyscy lub prawie wszyscy. Na wiele tygodni wcześniej pojawiają się migające banerki, strona festiwalu, zapowiedzi przez kanały internetowe. Potem odbywa się festiwal, a potem znowu pojawiają się informacje kto wygrał i cisza. Tak jakby Festiwal Piosenki ZHR był kolejną, niszową imprezą dla harcerskich koneserów. Nic bardziej mylnego!

hm. Marek Gajdziński

W życiorysie niemal każdego chłopca  można odnaleźć epizod związany z przynależnością do jakiejś nieformalnej grupy rówieśniczej – bandy podwórkowej, „tajnego” szkolnego sprzysiężenia. Jest to naturalna forma organizowania się chłopców w wieku 10-15 lat. Co charakterystyczne – podstawową formą aktywności tego typu grupy rówieśniczej wcale nie jest tzw. życie towarzyskie. W każdym razie nie ma ono nic wspólnego z tym co pojawia się w wieku młodzieńczym – ze wspólnym „imprezowaniem”, chodzeniem do kina, na koncerty i mecze.  Aktywność bandy podwórkowej przejawia się w tym co chłopcy lubią najbardziej – w organizowaniu różnego rodzaju hec, „głupich numerów”, gier, a nawet w prowadzeniu podwórkowych wojen. Jak świat długi i szeroki, wszędzie można zaobserwować kilkuosobowe grupki wyrostków z pozoru włóczące się bez celu.

hm Andrzej Glass

We wtorek 22.11.2005 w budynku obok klasztoru Dominikanów przy ul. Freta odbyło się pierwsze spotkanie Mazowieckiej Kuźnicy Harcerskiej, na które przyszło 20 osób, tyle samo harcerek, co harcerzy. Celem Kuźnicy Harcerskiej jest wymiana doświadczeń i szukanie odpowiedzi na tematy interesujące środowisko instruktorskie i wędrownicze. Spotkanie miało formę świeczkowiska z gitarą i piosenką. Podczas spotkania m. in. odbył się konkurs na odgadnięcie z czego jest zrobiony smakołyk podany uczestnikom. Spotkanie poprowadził hm. Andrzej Glass. Kuźnica będzie się spotykać co miesiąc. Redakcja.
Tekst wystąpienia Druha Harcmistrza Andrzeja Glassa publikujemy za wiedzą i zgodą autora.

hm. Marek Gajdziński

Najpierw słychać charakterystyczny, narastający  ryk silnika. Zza ściany lasu wypada nagle samolot z krzyżem na ogonie. Kilka krótki serii z kaemu. Przeraźliwy gwizd. Kilka ogłuszających wybuchów. Ogień, dym, dudnienie opadającej na ziemię darni. Wśród wielkiej chmury pyłu widać tyralierę żołnierzy Wermachtu. Posuwają się krótkimi skokami do przodu. Środkiem polany sunie pojazd opancerzony. Przez kanonadę serii z peemów przebijają od czasu do czasu znacznie głośniejsze  pojedyncze wystrzały z działka. Z okopów po przeciwległej stronie polany odzywają się pojedyncze strzały z karabinów. Widać, że są celne. Raz po raz, któryś z Niemców  wali się na ziemię. Jeszcze chwila i ich natarcie załamuje się. Wycofują się w nieładzie ostrzeliwując się do tyłu. Z polskich okopów wyłania się długi szereg piechoty. Teraz rusza polskie natarcie.  Nagle z prawego skrzydła wypada z lasu  oddział kawalerii. W słońcu błyskają obnażone szable. Jeźdźcy odcinają Niemcom drogę odwrotu. Wywiązuje się krótka walka na bagnety. Na środku polany dymi trafiony niemiecki pojazd. Wreszcie Niemcy podnoszą ręce do góry. Potyczka kończy się zwycięstwem polskich oddziałów. Na polanę wbiegają sanitariusze z noszami. Zbierają rannych i zabitych. Kolumna jeńców pod eskortą znika w cieniu lasu.

hm. Jarosław Błoniarz

Jak wiecie (lub nie wiecie) od niemal dwóch lat ZHR jest organizacją pożytku publicznego (OPP). Głównym profitem posiadania takiego miana jest możliwość otrzymywania od podatników 1% naliczonych im podatków za dany rok.

Marta Bagieńska & Janek Pastwa

Mieliśmy się pokłócić... Interesujący temat i trochę czasu, zapowiadała się znakomita bitwa. Temat jaki postanowiliśmy wziąć pod lupę to ZHR, a inne organizacje harcerskie/ skautowe. Zagadnienie rzeka jak widać, ale chcieliśmy skupić się na instruktorskich doznaniach i postawach. Stworzyliśmy więc sobie katalog problemów i .. do zwiadu. Maile i rozmowy z zaprzyjaźnionymi instruktorami z naszej jak i innych organizacji. Efekty tego zwiadu możecie zobaczyć/ przeczytać/ obejrzeć niżej...

Marcin Zaród EZECHIEL & Paweł Wieczorek KOHUB

Gdynia 12 listopada, 2005 r.

Drogi Kihamie, na wstępie dziękuję Ci za wspólne gdyńskie spotkanie. Wspaniale było słuchać opowieści i dyskusji o rzeczach ważkich toczonych przez wybitnych znawców  harcerstwa.   Ilość zgromadzonych autorytetów moralnych i harcerskich, biła na głowę zbiórki hufca i chorągwi. Raz po raz herold wykrzykiwał znane herby i rody, a nam trudno było nie paść na kolana..

LISTY DO REDAKCJI

Jestem drużynowym próbnej drużyny harcerzy w (przepraszam, ale informacje o sobie proszę zachować do wiadomości redakcji. Z dalszej części listu wyniknie dlaczego). Nie jest to duże miasto, toteż jesteśmy jedyną drużyną ZHR w środowisku. Mamy za to na naszym terenie hufiec ZHP. Od dwóch lat dość blisko współpracujemy z drużyną ZHP w naszym liceum. Jest to drużyna starszoharcerska (tak nazywają drużyny działające w liceach), składająca się z trzech zastępów harcerek i dwóch zastępów harcerzy. W sumie liczy 34 osoby wraz z drużynową, która ma stopień przewodniczki. Nas jest w drużynie tylko 14. Ważniejsze jednak jest to, że oni mają za sobą już kilka lat pracy z jedną drużynową, kilka samodzielnych obozów. Drużyna przy tej szkole istniała od bardzo dawna. Z tego powodu współpraca jest dla nas bardzo korzystna, możemy się po prostu od nich wiele nauczyć o harcerstwie. My dopiero zaczynamy.

I tu zaczyna się problem. Według Prawa postawa braterstwa wobec druhen i druhów z sąsiedniej organizacji jest nie tylko zalecana, ale nawet nakazana. Według metody – obserwując na co dzień pracę drużyny ZHP, przyjaźniąc się z harcerzami, jesteśmy (chyba tak?) wychowywani przez przykład. A jednak na ostatniej odprawie w Komendzie Chorągwi usłyszałem, żebyśmy „uważali z tą współpracą”. Nie bardzo rozumiem co to znaczy, a komendant nie chciał skomentować swojej uwagi. Chyba jednak chodzi o coś poważnego, bo powiedział też, że jest to „pierwsze poważne ostrzeżenie”.

"Wódz jest wieszczem kultu, czarodziejem zastępu. hm. Leopold Ungehauer

Ponieważ ataki na moją osobę się pojawiły. Mówi się, że nie ma miejsca w harcerstwie dla wróżb i zabobonów, a niektóre osoby niecnie mnie od wiary polskiej katolickiej odżegnują i zwą czarownicą, przeto ten cytat im dedykuję. Jakbym była czarownicą, to bym was, psubraty, w żaby pozamieniała. Magia jest nieodłączną częścią harcerstwa i należy o tym pamiętać.

Redakcja z przyjemnością informuje Szanownych Czytelników, że uruchamiamy nasze POBUDKOWE wydawnictwo książkowe. Pierwszą pozycją, która niebawem znajdzie się w sprzedaży będzie kolejna powieść Pawła Wieczorka KOHUBA „Wzgórze Rosiczki”. Nie jest to kontynuacja fabularna cyklu „Zielone Straszydło” i „Pięć Zielonych” lecz rzecz na wskroś współczesna, osadzona w realiach ZHR-owskich. Akcja rozgrywa się latem 2004 roku gdzieś w lesie nad rzeczką Chlipuchą, gdzie obozuje nieco zwariowany szczep z mocno trzepniętymi instruktorami na czele. Na dodatek pojawiają się goście... no i tyle, żeby nie spalić wątku. A raczej wielu wątków.

hm. Paweł Wieczorek

Sobota, 10 grudnia Anno Domini 2005

Tym numerem zamykamy pierwszy rok istnienia POBUDKI. Z technicznego, redakcyjnego punktu widzenia był to czas trudny; powoli konsolidował się zespół, musieliśmy przełamywać opory niektórych autorów zwykle powodowane typowym dla harcerstwa doby „wyścigu szczurów” brakiem czasu, często wynikające ze źle pojętej nieśmiałości, a czasem związane z nadmierną ostrożnością. To wyczekiwanie – a co z tego będzie, a czy się nie wychylę? – powstrzymało niejedno pióro, jeszcze niepozyskane. Nie podejrzewam, by ktoś myślał „a czym mi to może grozić”, przecież jesteśmy harcerkami i harcerzami, złego się nie boimy, zaś postępując po rycersku tym bardziej nie boimy się silnego i groźnie napuszonego.