nr 19 - Felietony

hm. Marek Frąckowiak

Wielka sala, mnóstwo zaaferowanych ludzi, ktoś coś głośno mówi, większość zebranych słucha, część rozmawia, przez szerokie drzwi wciąż ktoś wchodzi lub wychodzi, kilka osób robi zdjęcia, niektórzy spoglądają na ekran pokazujący to, co mają przed sobą, ktoś na parapecie je drugie śniadanie, z tylnych rzędów słychać popłakiwanie dziecka na kolanach mamy...

phm. Wojtek Hoser

W poprzednim numerze "Pobudki" najgorętsza dyskusja rozgorzała wokół artykułu opisującego przygody druha Michała na zlocie wędrowników bratniej organizacji. Niezależnie od intencji autora dyskusja skupiła się na wątku złączenia śpiworów druha Michała i pewnej druhny, oraz atmosferze niewybrednych żarcików, całą imprezę przenikających. Z grubsza rzecz ujmując w dyskusji wzięły udział dwa obozy "starych dziadków szukających dziury w całym" i "młodych nie widzących problemu". Jako aktywny dyskutant z pierwszej frakcji czułem, że dziura nie w pełni została zdemaskowana, postanowiłem opisać to szerzej, a inspiracji jak na "starego dziadka" przystało dostarczyła mi historia własnego środowiska harcerskiego.

hm. Paweł Wieczorek

Wsadzili nas do loży. Nie sprecyzowali jakiej, ale ponieważ chodzi o redaktorów, zakładam że do prasowej. Kto w takiej był, wie, że to zazwyczaj arcyniewygodne miejsce, zwłaszcza w starych teatrach, wzorowanych na dworskich. Tam loża prasowa ulokowana jest nad sceną, bo ma być z niej widoczne głównie to, co najważniejsze – kto z zaproszonych prominentów przybył na premierę, czy władza klaszcze, czy się krzywi, który ambasador wyszedł trzasnąwszy drzwiami. Względnym bardzo profitem dla zaproszonych dziennikarzy jest dogodny wgląd w dekolty pań, siedzących na parterze. Drzewiej to były dekolty, teraz jeno fitness i anorexia... A sama sztuka – cóż... Kiedyś Franc Fiszer był na „Weselu” i przez cały czas gadał z sąsiadem, a głos miał donośny. Wreszcie ktoś z tyłu nie wytrzymał, trącił Fiszera w plecy i mówi: drogi panie, trochę ciszej, bo nie słyszę tekstu „Wesela”. Na to Fiszer z naganą w głosie: TEGO się nie słucha, TO się zna na pamięć. Może więc ktoś założył, że wszystko już znamy?