hm. Marek Gajdziński

Według mnie oraz sporej grupy instruktorek i instrukotrów, regulamin stopni instruktorskich jest anachroniczny i zupełnie rozmija się z aktualnymi potrzebami ZHR. Jego filozofia została ukształtowana w pierwszym okresie działania naszego związku i została podporządkowana zadaniu budowania wyższych struktur organizacyjnych.

Dziś gdy obchodzimy jubileusz 20-lecia powstania ZHR mało kto jest zdolny w pełni uświadomić sobie jaka to była wtedy organizacja. Bo wyobraźmy sobie Związek, w którym są tylko instruktorzy z pierwszej linii – drużynowi. Żadnych generałów, urzędników czy dekowników! Dziś trudno to sobie wyobrazić, bo dziś w ZHR mamy deficyt drużynowych za to pod dostatkiem pułkowników i generałów. Była to sytuacja tak różna od obecnej, że nieomal egzotyczna.
Jaka była tego przyczyna?

Przed rokiem 1989 w reżimowym ZHP wszystkie funkcje począwszy od komendanta hufca były w praktyce objęte partyjną nomenklaturą. Żeby zostać hufcowym trzeba było należeć do PZPR, a jeśli nie, to przynajmniej uznawać zwierzchność lokalnych komitetów partyjnych i aktywnie współpracować z SB. Instruktorzy konspiracyjnego „Ruchu” po pierwsze nie mogliby pełnić takich funkcji w ZHP bo nie byli członkami PZPR i nie otrzymaliby akceptacji Służby Bepieczeństwa, a po drugie i ważniejsze - nie chcieli. Na przeszkodzie stało sumienie i coś co Zbigniew Herbert nazwał „potęgą smaku”.

Nic dziwnego, że kiedy powstawał ZHR, wśród tworzących go instruktorów nie było praktycznie nikogo kto miałby jakiekolwiek doświadczenie w zarządzaniu wyższymi szczeblami organizacji. ZHR tworzyli głównie drużynowi i co najwyżej szczepowi. Nie było w tym gronie ani hufcowych ani  komendantów chorągwi, nie mówiąc już o osobach, które mogłyby posiadać jakiekolwiek doświadczenie w zarządzaniu dużą ogólnopolską organizacją harcerską.

Choć z dzisiejszego punktu widzenia, ta gigantyczna nadreprezentacja drużynowych byłaby sytuacją wymarzoną, to jednak wtedy rodziła poważne problemy. ZHR potrzebował instruktorów mogących kompetentnie pełnić funkcje w hufcach, chorągwiach i głównych kwaterach. Zwłaszcza potrzebni byli hufcowi - lokalni liderzy zdolni konsolidować zgłaszające się do ZHR środowiska harcerskie. Pamiętajmy, że często były to środowiska bardzo się między sobą różniące i to zarówno pod względem metodycznym jak i ideowym. Zadanie uformowania z tych zlepków jednolitej organizacji nie było łatwe. Wymagało szczególnych kompetencji, taktu, cierpliwości i konsekwencji.

Z tej potrzeby zrodziła się ówczesna koncepcja stopni instruktorskich. Według niej:

  • Przewodnik był stopniem przeznaczonym  dla drużynowych świadczącym o posiadaniu kompetencji do prowadzenia drużyny.
  • Podharcmistrz  był stopniem przeznaczonym dla hufcowych. Wzorcowa sylwetka tego stopnia obejmowała przede wszystkim specyficzne cechy i umiejętności przydatne do konsolidowania oraz tworzenia silnych lokalnych środowisk harcerskich.
  • Harcmistrz był stopniem przeznaczonym dla instruktorów szczebla regionalnego i ogólnopolskiego – komendantów chorągwi, przewodniczących okręgów, członków głównych kwater oraz członków Władz Naczelnych. Kompetencje harcmistrzowskie obejmowały przede wszystkim umiejętność patrzenia na Harcerstwo z szerokiej ogólnospołecznej perspektywy oraz wiedzę metodyczną potrzebną do konstruowania podstawowych narzędzi metodycznych i regulaminów harcerskich. Bo te trzeba wtedy było tworzyć od nowa i w początkowym okresie stale je modyfikować.

Tak też zdefiniowano cele kształcenia na poszczególnych poziomach.

Można powiedzieć, że koncepcja ta przyniosła zamierzone rezultaty. Po kilku latach dysponowaliśmy już odpowiednim aparatem organizacyjnym zdolnym do obsadzenia wszelkich niezbędnych funkcji w Związku. Patrząc na to z perspektywy lat mam jednak pewną wątpliwość. Zastanawiam się, czy fakt wykształcenia się licznego korpusu harcmistrzowskiego był efektem świadomej polityki kadrowej, czy też był następstwem naturalnych procesów, które i tak by się samoistnie dokonały. Wszak istnieje spora grupa instruktorów, którzy po oddaniu drużyny nie chcą jeszcze rozstawać się z mundurem. Szukają sobie pola służby instruktorskiej w wyższych strukturach organizacyjnych. Mając nareszcie taką możliwość w ZHR, i tak by te funkcje obejmowali i zdobywali niezbędne doświadczenie organizacyjne. Jakoś nie wierzę w skuteczność kształcenia ukierunkowanego na kompetencje urzędników (managerów) harcerskich i metodyków - teoretyków. Jestem przekonany, że jeżeli ktoś był dobrym drużynowym i szczepowym to znaczy, że potrafi pracować z ludźmi, motywować ich, tworzyć odpowiednią atmosferę w zespole i czuje każdym swoim nerwem metodyczną specyfikę harcerstwa. Czyli, że instruktorzy sprawdzeni na funkcjach podstawowych bez problemu daliby sobie radę na funkcjach wyższych bez żadnych dodatkowych szkoleń. Jedyne co było im potrzebne to spojrzenie na harcerstwo w szerszej perspektywie niż tylko punkt widzenia drużynowego.

Ale zostawmy gdybanie. Faktem jest, że pierwotnie wytyczone cele zostały osiągnięte. Stało się to około roku 1993-1995. I wtedy należało wyciągnąć z tego wnioski. Sytuacja przejściowa przestała istnieć.  Trzeba było już wtedy odpowiednio zreformować cele polityki kadrowej. Nie zrobiono tego.  W konsekwencji pojawił się, trwający do dziś, dotkliwy deficyt drużynowych. Zamiast instruktorów, dla których sensem harcerstwa jest praca wychowawcza z młodzieżą wyhodowaliśmy armię managerów i teoretyków, dla których prowadzenie drużyny było krótkim i mało znaczącym epizodem w instruktorskiej karierze (jeśli w ogóle miało miejsce). Kadra wykształcona w tym systemie zaczęła stopniowo tracić zainteresowanie wychowawczą funkcją harcerstwa, kierując ZHR w stronę posiadanych przez siebie kompetencji. Proces naturalny – nikt nie lubi robić czegoś czego nie potrafi, za to z pasją oddaje się tym dziedzinom, w których czuje się mocny. W efekcie doszliśmy do punktu, w którym zadeklarowano, że harcerze są „balastem” [Vice Naczelnik do spraw metodyczno-programowych hm. K. Obrębski, Instruktor nr 80, lato/zima 2005], a celem harcerstwa jest wpływać na rzeczywistość przez czynne zaangażowanie się instruktorów w życie polityczne. 

Obecnie normą jest, że drużyny obejmują 16-17 latkowie. Prowadzą je przez okres 2 lat zdobywając w trakcie stopień przewodnika i oddają je kolejnym młodziakom, a sami „idą w urzędniki i generały” lub wypaleni odchodzą z harcerstwa nie widząc w nim atrakcyjnego miejsca dla siebie. W niektórych chorągwiach liczba drużynowych bez stopni instruktorskich przekracza 80% (np. Lubelska Chorągiew Harcerzy), a w skali całej Organizacji Harcerzy odsetek ten wynosi ok. 60%. Trzeba sobie wyraźnie uświadomić, że jest to sytuacja patologiczna!

Powszechnemu zjawisku wypalenia się 18-19 letnich przewodników towarzyszy frustracja wynikająca z braku widocznych sukcesów  w służbie. Bo jakie sukcesy wychowawcze i organizacyjne mogli odnosić jako 16-17 letni p.o. drużynowi bez należytego przygotowania, sami jeszcze nie w pełni dojrzali do roli wychowawcy?

Frustracja dotyka też tych, którzy skłonni są wybrać ścieżkę „kariery” organizacyjnej.  Bo iluż „urzędników” potrzebuje ZHR? Nie dla wszystkich starczy stanowisk odpowiadających ich ambicjom. Dlatego podharcmistrzom pokazuje się dalszą ścieżkę kariery w fundacjach, stowarzyszeniach, zakonach rycerskich, partiach politycznych, w samorządach i na posadach państwowych.  Na to nakłada się inna patologia mająca obecnie miejsce szczególnie w Organizacji Harcerzy, a która objawia się tym, że odpowiedzialne funkcje nie są powierzane instruktorom zdolnym i chcącym coś zrobić, ale przede wszystkim tym którzy są wierni swoim wodzom i dyspozycyjnym wobec koterii, jaka za nimi stoi.   Zjawisko typowe dla każdej nomenklatury – także tej współczesnej „zethaerowskiej”. Taki system promuje sylwetkę określaną w PRL mianem „BMW” czyli bierny, mierny ale wierny. Gdyby miałoby się to upowszechnić na skalę ambicji wpływania przez ZHR na rzeczywistość  - wróżę Polsce kolejną zgubę.

W listopadzie 2007 i w styczniu 2008 odbyły się dwie tury konferencji pt. „Dobre praktyki kształceniowe”. Jej uczestnicy podjęli próbę zdiagnozowania przyczyn  tego niepokojącego i trwającego od lat stanu rzeczy, który stawia pod znakiem zapytania skuteczność wychowawczą ZHR.

Jako jedną z przyczyn wskazano błędnie nakreślone cele polityki kadrowej mającej swoje odzwierciedlenie w obecnie obowiązującym regulaminie stopni instruktorskich i wynikających z niego programach kształcenia.  Jest to nadal ta sama koncepcja jaką stworzono w początkach ZHR w reakcji na bardzo specyficzną potrzebę organizacyjną. Potrzeba ta została już dawno zaspokojona, a bezwładność organizacyjna i brak perspektywicznego spojrzenia na rozwój Związku spowodowały,  że kształcenie instruktorów nadal ukierunkowane jest na „produkcję” działaczy szczebla lokalnego, regionalnego i centralnego.

Mało tego!
Regulamin stopni instruktorskich w obecnym kształcie został znowelizowany w 2005r., a więc w okresie pełni władzy formacji instruktorskiej, która do dziś rządzi Organizacją Harcerzy. Od tej chwili, w  mojej ocenie, stopnie instruktorskie stały się już nie tylko drogą rozwoju managerskiego, ale także „formacyjnego” - zmierzającego do „wyprodukowania” uniwersalnego działacza dla populistyczno – „prawicowych” organizacji społecznych i politycznych. Słowo prawicowych umieszczam w cudzysłowie, bo jakoś strasznie trudno mi populizm i etatyzm łączyć z konserwatyzmem.

Tymczasem potrzeby ZHR są zupełnie inne. Nasz Związek potrzebuje po pierwsze drużynowych, po drugie dobrych drużynowych i po trzecie doskonałych drużynowych!

Obecny regulamin stopni instruktorskich, a co za tym idzie także programy prób na stopnie podharcmistrza i harcmistrza odciągają instruktorów od prowadzenia drużyn i kierują ich uwagę na zagadnienia związane z zarządzaniem organizacją, PR-em, zdobywaniem funduszy, formacją religijną i działalnością publiczną poza ZHR. Temu samemu poświęcone są programy  kursów podharcmistrzowskich oraz warsztatów harcmistrzowskich. Idea stopnia podharcmistrza zakłada, że w trakcie próby dojdzie do przekazania drużyny następcy, a kandydat odda się realizacji zadań wynikających z potrzeb hufca i chorągwi oraz szkoleniu z zakresu zagadnień społeczno - politycznych.

Owszem jest to sprytny sposób „produkowania” kadr dla potrzeb „rewolucji konserwatywnej”, do której wzywał instruktorów obecny Naczelnik [list do instruktorów z dnia 30.10.2006r., http://ZHR.pl/info/4105] . Jest to też bardzo wygodny sposób pozyskiwania realizatorów imprez chorągwianych i centralnych. Ale w tej sytuacji realizacja jedynego celu istnienia naszego Związku staje pod wielkim znakiem zapytania.

A celem tym jest wychowanie harcerzy. Ono dokonuje się w drużynach za sprawą drużynowych – instruktorów - świadomych wychowawców. Tych jest mniej niż istniejących drużyn. Już wiemy dlaczego. Tymczasem, aby ZHR się rozwijał i mógł mieć realny wpływ na ulepszenie zbiorowego charakteru Polaków, kandydatów na drużynowych, czyli instruktorów chcących prowadzić drużyny i odpowiednio do tego przygotowanych powinno być znacznie więcej niż obecnie istniejących drużyn. Takie zestawienie pokazuje skalę problemu z jakim musimy się zmierzyć.  

Z tej konkluzji zrodził się projekt reformy stopni instruktorskich, a co za tym idzie także kierunków kształcenia instruktorów.
Koncepcję projektu tej reformy doskonale opisuje uchwała konferencji metodycznej Mazowieckiej Chorągwi Harcerzy z 25 kwietnia tego roku. Redakcja Pobudki przytoczyła ją w całości w tym numerze pisma. Upraszając jej istotę do jednego zdania, można powiedzieć, że polega ona wskazaniu nowej ścieżki rozwoju instruktorskiego złożonego z trzech etapów:

  • przewodnik – licencja uprawniająca do objęcia funkcji drużynowego stwierdzająca, że kandydat przejawia odpowiednią postawę oraz wiedzę i umiejętności pozwalające na prowadzenie świadomego procesu wychowawczego metodą harcerską,
  • podharcmistrz – drużynowy dążący do mistrzostwa w dziedzinie wychowania młodzieży i mogący się wykazać konkretnymi sukcesami w prowadzeniu drużyny i wychowaniu własnych następców, początkujący kształceniowiec,
  • harcmistrz – doskonały drużynowy – wychowawca, metodyk, kształceniowiec i mistrz dla młodszych instruktorów.   

Zauważmy jakie cele możemy osiągnąć reformując w ten sposób regulamin stopni instruktorskich i co za tym idzie całą politykę kadrową związku.

  • Tworzymy motywację do doskonalenia się w dziedzinie, która jest jedyną istotą harcerstwa, a więc do podnoszenia kwalifikacji instruktora - wychowawcy.
  • Kreujemy sytuację, w której wychowawcami młodzieży – drużynowymi, będą osoby odpowiednio wykształcone i cechujące się odpowiednim poziomem dojrzałości.
  • Wydłużamy przeciętny czas prowadzenia drużyny przez jednego instruktora do mniej więcej 4 lat (czas zdobywania stopnia podharcmistrza i harcmistrza) – motywując w tym czasie drużynowych do podnoszenia swoich kwalifikacji oraz poziomu  pracy drużyny.
  • Tworzymy tendencje prorozwojową polegającą na tym, że wychowywani przez drużynowego następcy chcąc się rozwijać zaczną z konieczności  tworzyć nowe, własne drużyny. W ten sposób uruchomi się proces tworzenia się silnych środowisk harcerskich (szczepów i hufców) wyrastających z jednego pnia.
  • Podnosimy merytoryczną jakość kształcenia instruktorskiego, angażując do niego znacznie większą liczbę instruktorów, w dodatku praktyków.
  • Podnosimy jakość korpusu harcmistrzowskiego. Zostanie on wsparty przez młodszych instruktorów mających bogate i wartościowe doświadczenia w prowadzeniu drużyn. Jeżeli zakładamy, że celem istnienia wyższych struktur organizacji jest skuteczna pomoc drużynowym (programowa, metodyczna, logistyczna i kształceniowa) to z czasem będą ją realizować harcmistrzowie mający relatywnie „świeże” doświadczenia wychowawcze.
  • Wprowadzając wymóg posiadania stopnia HR dla kandydatów na instruktorów już w wieku 18 lat, udrażniamy system zdobywania stopni harcerskich w drużynach. Obecnie stopień HO zdobywają przeważnie tylko kandydaci na instruktorów w wieku 18-19 lat, a stopień HR kandydaci na podharcmistrzów w wieku 20-23 lat. Tymczasem stopień HO powinien być zdobywany w wieku 16 lat, a HR 17-18. Wprowadzenie tego wymogu wymusi na drużynowych takie ustawienie procedur zdobywania wszystkich stopni począwszy od młodzika by normą stało się przyznawanie HR w wieku 18 lat, a więc tak jak to zostało zaprojektowane.   

Naczelnik dostrzega potrzebę zmian, lecz uważa iż najlepszą drogą jest poprawa obowiązujących regulaminów, bez zmiany samej filozofii stopni. Przynajmniej tak deklarował na konferencji harcmistrzowskiej. Mam nadzieję, że dzięki powyższej argumentacji zmieni zdanie i spróbuje wznieść się ponad utarte schematy myślowe oraz interes grupy instruktorów obawiających się o swoją pozycje w Związku. W tym miejscu pozwolę sobie zapewnić w imieniu promotorów reformy, że nie jest ona skierowana przeciwko komukolwiek (nikt nie zamierza odbierać już nadanych stopni). Ta reforma ma jedynie na celu podniesienie jakości pracy wychowawczej w ZHR i umożliwienie jego rozwoju w niedalekiej przyszłości. A więc jest w interesie nas wszystkich, a najbardziej w interesie Polski. 

Jeżeli przekonały cię zaprezentowane argumenty, bądź w tej sprawie aktywny. Odważnie wyrażaj swoje zdanie. Przekonuj tych, którzy obowiaja się zmian. Od aktywności każdego z nas zależy czy ZHR będzie się dalej marginalizował, kostniał, tracil aktrakcyjność i odchodził od idei wychowania mlodzieży metodą harcerską czy złapie wiatr w żagle i stanie się na powrót żywą i prężną organizacją  świadomych wychowawców, zdolną przeobrażać świat wokół nas.

hm. Marek Gajdziński