hm. Marek Gajdziński

Nie mydlmy sobie oczu! Harcerstwo jako ruch schodzi na margines życia społecznego. ZHR też. Jeśli chcemy ten proces zatrzymać, a jeszcze lepiej odwrócić musimy wyjść poza utarte schematy i przyzwyczajenia. Wiele rzeczy musi się zmienić. Każda organizacja, jeśli niedomaga, to prawie zawsze przyczyna tego leży w niedostatku kadr. Problemy mogą być ilościowe i jakościowe. Musimy więc przede wszystkim przyjrzeć się kondycji środowiska instruktorskiego. Oceniam, że jest ona zła albo nawet fatalna. Jeśli chcemy to zmienić, musimy podjąć zdecydowane działania. Niestety nie ma prostej recepty na nasze problemy, bo są one złożone i nie wszystko zależy od nas. Ale trzeba o tym myśleć, dyskutować i wreszcie coś postanowić. Jeżeli tego nie zrobimy za kilkanaście lat, komuś z nas przypadnie w udziale smutny obowiązek zgaszenia światła w ostatniej harcówce. Oto co według mnie powinniśmy zrobić.

Na wstępie chciałbym z góry przeprosić każdego kto poczuje się urażony moimi opiniami. Nie jest moim zamiarem nikogo obrażać. Ale nie mogę pisać nieprawdy czyli czegoś co nie jest zgodne z moim, wprawdzie subiektywnym ale według mnie prawdziwym opisem zjawisk, tylko dlatego, że czyjeś samopoczucie się pogorszy albo, że Naczelnik znów mnie zawiesi. Dobro harcerstwa i ZHR jest w tym przypadku ważniejsze. Chce również zastrzec, oddając honor instruktorkom, że większość bardzo złych zjawisk, o których piszę nie dotyczy ich organizacji.

Diagnoza 

I. Motywacja

Najpierw zadajmy sobie pytanie z jakich powodów młodzi ludzie decydują się podjąć, niełatwą przecież służbę instruktorską. Na pewno w przypadku każdego z nas powody były inne. Ale sądzę, że można je wszystkie pogrupować w pewne kategorie, dzięki czemu będzie można spojrzeć na sytuację w sposób uporządkowany. Wymieniam je, nie abstrahując od własnej ich oceny.

1. Owczy pęd
W środowisku harcerskim, w którym wzrasta młody człowiek, na szczycie hierarchii społecznej stają instruktorzy. Każdy człowiek, który posiada choćby minimalne aspiracje życiowe, podświadomie dąży do tego by w swoim środowisku zająć wyższą pozycje społeczną. W harcerstwie zdobywa się stopnie. Ale w pewnym momencie, ok. 16-17 roku życia to już nie stopień harcerski lecz instruktorski otwiera dalszą drogę. Nie każdy na nią wkracza, bo decyzja ta wiąże się z przyjęciem na siebie poważnych obowiązków i wyrzeczeń.  Musi więc być podjęta  świadomie. Ci, których stawiane wymagania przerastają – odpadają w tym właśnie momencie. Dalej idą ci, którzy zamierzają stawić czoła wyzwaniu. Czasem popycha ich do tego dyskretna presja społeczna. Bo są uwikłani w toczące się sprawy, albo ktoś na nich liczy, a czasem dlatego, że zdążyli już poznać przedsmak wartościowego życia, które ich na tej drodze czeka. Takich kandydatów, trzeba wziąć dyskretnie za rękę i podprowadzić we właściwym kierunku. Po pewnym czasie albo pójdą dalej samodzielnie dążąc do mistrzostwa albo się wykruszą.
 
2. Powody ideowe
Motywy mogą być od początku natury ideowej. Sprzyja temu zjawisko idealizmu młodzieńczego, któremu podlega prawie każdy zdrowo rozwijający się młody człowiek. Jeśli na swojej harcerskiej drodze napotka ludzi, którzy zaimponują mu wartościami jakie sami realizują przez swoją służbę instruktorską (a nie wodzowską władzą), to jest duża szansa, że idealizm młodzieńczy wypełni się treścią ideałów harcerskich. Tacy kandydaci na instruktorów od początku podchodzą do swojej służby świadomie, sami stawiają sobie wysokie wymagania bo wiedzą, że od ich przygotowania zależeć będą osiągane efekty. W motywacji ideowej właśnie o te efekty chodzi. Jeśli rzeczywiście chcą wzbogacać i ulepszać świat wokół siebie i siebie samych, podejmą wiele trudu by zdobyć wyższe kwalifikacje nawet, jeśliby nikt od nich tego nie wymagał.   Na swój prywatny użytek mam dość wiarygodny test takiej postawy. Instruktora takiego bardzo łatwo jest namówić by założył drużynę w nowym środowisku zaczynając pracę od zera.
 
3. Droga do kariery politycznej i zawodowej
Mogą też być motywy cyniczne. Dzieje się tak gdy korpus instruktorski przeradza się lokalnie lub globalnie w towarzysko – polityczno – biznesową klikę ułatwiającą „swoim”  karierę polityczną i zdobywanie pracy. I żeby było jasne! Nie jest to zjawisko, które powstało w ZHR w XXI wieku.  Takie kliki tworzyły się w harcerstwie (najczęściej w skali lokalnej) od zawsze. W pewnym sensie jest to zjawisko naturalne zważywszy na braterski charakter relacji jakie mają miejsce w naszym ruchu i wynikające z tego oczekiwanie, że będziemy sobie udzielać wzajemnej pomocy. Istnieje jednak słabo widoczna granica poza którą szlachetna chęć pomocy bratu przeradza się w korupcję.  Miarą jakości harcerstwa było to w jaki sposób potrafiło się z tych zjawisk czyścić i uwalniać. Ale wróćmy do motywacji. Jeśli już zdarzy się w jakimś środowisku tego typu sytuacja, zaczyna działać mechanizm najgorszy z możliwych. Kandydaci na instruktorów zaczynają podlegać selekcji negatywnej i to właśnie już na etapie motywacji. Rozpoczyna się wyścig o uznanie przełożonych, o efekty (pozorne – bo te najłatwiej sprokurować). W tym wyścigu ludzie z motywacją ideową nie mają żadnych szans bo ich celem są efekty słabo widoczne (wychowawcze). Zwykle brzydzą się udziału w takiej konkurencji.  Koło się zamyka. Do korpusu instruktorskiego trafia element mierny, bierny ale wierny (BMW), ciągnąc w dół całe środowisko i stopniowo powiększając stopień panującego w nim cynizmu i deprawacji. Nie muszę dodawać, że ten typ motywacji instruktorskich prowadzi harcerstwo do bankructwa, nie tylko ideowego ale i organizacyjnego, bo w tym przypadku nie istnieje żaden czynnik, któryby sprzyjał chęci podnoszenia swoich kwalifikacji instruktorskich.

Pozwólcie, że uchylę się od próby oceny jakie motywacje obecnie przeważają w ZHR. Na pewno są różne. Ale każdy uczciwy instruktor zgodzi się ze mną, że tej trzeciej powinniśmy unikać jak ognia, dusić każde zarzewie pożaru w zarodku, dmuchać na zimne – jednym słowem być czujnym aż do bólu. W przeciwnym wypadku, zgodnie z ekonomicznym prawem Kopernika, zły pieniądz wyprze z rynku ten dobry. Natomiast powinniśmy szukać warunków by maksymalnie wzmacniać ten drugi typ motywacji i nauczyć się skutecznie wykorzystywać ten pierwszy.

 

II. Atmosfera

Kolejnym  czynnikiem, który ma decydujące znaczenie dla jakości korpusu instruktorskiego jest atmosfera jaka panuje w naszym środowisku. Czy jest to atmosfera sprzyjająca podnoszeniu jakości pracy, czy nie. O motywacjach nie chciałem się wypowiadać, bo nie mam na ten temat obiektywnej wiedzy ani prawa oceny, ale ocenić atmosferę mogę i to zrobię. Uważam, że jest fatalna. W pewnych środowiskach, na przykład w  męskiej chorągwi na Mazowszu, jest gorsza nawet od tej jaka panowała w komunistycznym ZHP w latach 70-tych, choć wtedy myślałem, że jest to ostateczne dno i że gorzej już być nie może.
Co się na to składa?

1. Autorytaryzm wodzów
Pierwszym powodem jest wprowadzona do ZHR wraz z quasi endecką ideologią, prymitywna intelektualnie teza, że jesteśmy organizacją wodzowską. To implikuje wiele negatywnych zjawisk, począwszy od motywacji instruktorskich, poprzez selekcję i kryteria oceny instruktorów aż do postawy naczelników, komendantów chorągwi i hufcowych (nie wszystkich oczywiście). Ludzie myślący nie muszą się przekonywać o tym, że w tak zorganizowanej społeczność nadrzędną cnotą staje się posłuszeństwo wobec przełożonych, a przełożeni uzyskują gwarancje bezkarności i przyzwolenie dla sobiepaństwa. Dlatego mogą odmawiać wpisania na listę instruktorów, wyrzucać, zawieszać i nie zaliczać służby instruktorskiej każdemu kto stanowi zagrożenie dla ich wodzowskiej pozycji. Mogą podejmować bezprawne decyzje wobec podwładnych i nikt ich za to nie rozliczy. Mogą rozwiązać i rozpędzić na cztery wiatry każdą nawet najbardziej cenną inicjatywę, nad którą nie mają pełnej kontroli. Takie kompetencję jeszcze mają. Ale już żeby coś nowego i wartościowego stworzyć?
  
2. Podsycanie konfliktów
Dziel i rządź! Dzięki umiejętnemu stosowaniu tego „wynalazku”, małe w gruncie rzeczy miasto Rzym, mogło przez stulecia trzymać żelazną ręką pół świata. Czyż nie widać jak ten wynalazek działa w ZHR? Jak dzięki niemu nieliczne w gruncie rzeczy środowisko warszawskiej quasi endecji od blisko 8 lat kieruje Organizacją Harcerzy narzucając jej ideową i metodyczną schizmę. Czy nie widać jak umiejętnie tworzone są nowe i podsycane stare konflikty. Na przykład: pomiędzy młodymi i starszymi instruktorami, albo pomiędzy starym ZHR a ZHP-18. Czyż nie temu służy określenie „Oś zła”?  Czyż nie po to rozpowszechniano wieść, że ZHR powstał w wyniku ubeckiej prowokacji tylko po to aby pokrzyżować plany instruktorów tworzących ZHP-18. Czy nie po to (zwłaszcza przed wyborami)  wybuchają wciąż nowe lokalne konflikty; na Mazowszu, na Lubelszczyźnie, na Podkarpaciu, w Wielkopolsce, na Dolnym Śląsku? Sam sobie odpowiedz Czytelniku.

3. Brak zaufania
Czy ktoś kto chce po prostu prowadzić drużynę, albo kształcić instruktorów może się czuć dobrze w takiej atmosferze? Dziś każdy instruktor (no może poza tymi szczęśliwymi krainami na północy czyli na „Osi zła”), który wychyli nos poza drużynę musi się najpierw opowiedzieć, po którejś ze stron konfliktu. Czy jest z tymi naiwnymi ideowo, liberalnymi ubekami ze starego ZHR, czy będzie trzymać ze środowiskiem somoodokreślonym jako „patriotyczno-chrześcijańskie”, zaangażowane „publicznie” i dbające o „zawodowy rozwój” swoich członków. Konieczność takiego opowiedzenia się powoduje, że naprzeciw siebie stoją dwa wrogie sobie obozy, które nie chcą ze sobą współpracować, bo każda współpraca musi być oparta na wzajemnej chęci i na zaufaniu. A tu nie ma ani jednego ani drugiego. Czy można się dziwić temu, że w takich warunkach jakość naszej pracy i jakość kadry systematycznie się obniża.

Nie każdy z Czytelników zgodzi się z moją oceną. I dobrze. Każdy może mieć swoje zdanie i swoje sympatie. Ale nie zależnie od tego, po której jest się stronie konfliktu - jedno jest pewne. Nie zależnie kto ma rację, a kto nie, kto jest dobry a kto zły, kto naiwny a kto wredny (według własnego uznania), autorytaryzm władzy, głęboki konflikt personalny i ideowy oraz wynikający z tego brak zaufania niszczy ZHR i deprawuje instruktorów. Powoli ale skutecznie. Jeśli chcemy temu zaradzić, musimy znaleźć takie wyjście z sytuacji, które doraźnie da szansę swobodnie rozwijać się obu środowiskom, a w perspektywie kilkudziesięciu lat pozwoli ocenić kto miał rację. Bo Prawda moim zdaniem, nie może być bezpowrotnie pogrzebana nawet kosztem istnienia ZHR. Jeśli tego nie chcemy już dziś zgaśmy światło.


III. System kształcenia

W tej sprawie miałbym do powiedzenia najwięcej ale jako, że wyręczył mnie w tym numerze Pobudki Marek Kamecki („Instruktorstwo”) ograniczę się do sformułowania głównych tez i próby własnej oceny sytuacji. Moim zdaniem i tu zgadzam się z Markiem, system kształcenia stoi na głowie.

1. Indywidualizacja wymagań – brak jednolitych standardów prób instruktorskich
Komuś się kiedyś pomyliły stopnie harcerskie z instruktorskimi i tak już zostało. Indywidualizacja prób na stopnie harcerskie jest aksjomatem metody harcerskiej ale tam chodzi o wychowanie, a tu o kompetencje merytoryczne. Czy fakt, że każda komisja ma własne standardy pracy, a jeszcze, w stosunku  do każdego stosuje inną miarę, sprzyja podnoszeniu kompetencji czy nie? Moim zdaniem  - nie, ponieważ działa demotywująco i jest dziurą w sieci przez którą czasem przepuszczani są ludzie, którzy nigdy nie powinni byli być instruktorami. A niestety są, przyczyniając się do upadku etosu instruktorskiego.

2. Standaryzacja szkolenia – kursowa sztampa
Żeby było śmieszniej to co powinno być maksymalnie zindywidualizowane jest wręcz przeciwnie, poddane coraz większej standaryzacji. Mam na myśli tzw. minima kursowe. Czyli, że Naczelnik wie najlepiej w jakiej formie przeprowadza się kurs i ile minut i godzin trzeba poświęcić konkretnym zagadnieniom. We Wrocławiu i w Suwałkach, w Warszawie i w Koziej Wólce. Jak absurdalna jest to koncepcja przekonają się ci, którzy zajrzą do wspomnianego już artykułu Marka Kameckiego pt. „Instruktorstwo” i skojarzą, że dla opisanej tam formy kształcenia w ogóle nie ma miejsca w ZHR – mimo, że obiektywnie rzecz ujmując jest ona najbardziej skuteczna. Nie chodzi jednak o to aby przeciwstawić jedną nawet najbardziej genialną koncepcję drugiej. Chodzi o to, że kształcenie, aby spełniało swoje zadanie, musi opierać się na analizie konkretnych potrzeb kształceniowych - konkretnych środowisk, a jeszcze lepiej konkretnych ludzi. Innymi słowy chodzi o to, że instruktor powinien zdobywać kwalifikacje w sposób dowolny, jak najlepiej dostosowany do jego własnych potrzeb, a także do możliwość środowiska. A przez sito standardów przechodzić na etapie weryfikacji posiadanych kompetencji czyli w Komisji Instruktorskiej. Niestety w obecnej sytuacji są to postulaty trudne do urzeczywistnienia, bo Komisje Instruktorskie stały się narzędziem inkwizycji i budowania własnych koterii. Komuś kto kilka lat z sukcesami prowadzi drużynę ale nie pała sympatią do wodzów, nie zamknie się próby instruktorskiej pod byle pretekstem np. że spożywa w piątek parówki, a drugiemu - „swojemu” zamknie się próbę nawet bez obowiązkowego kursu, nawet jeśli w jego drużynie jest tylko on sam i jego przyboczny. Do tego potrzebna jest koteriom tzw. indywidualizacja prób.

3. Obligatoryjność kursów
Inną przyczyną, dla której kształcenie instruktorów leży,  jest jego obligatoryjny i zrejonizowany charakter. Tak na pewno łatwiej jest zarządzać kształceniem i może kształcić, ale nie sprzyja to podnoszeniu jakości. Chcesz zdobyć stopień – musisz odbyć odpowiedni kurs. To sprawia, że zarówno osoby prowadzące kursy jak i kursanci nie są zainteresowaniu wysokim poziomem. Trzeba odbyć tę formalność i już. Najlepiej jak najtańszym kosztem i po najmniejszej linii oporu. Jedni i drudzy udają, że uczestniczą w kształceniu, w rzeczywistości oddając się tylko grze pozorów. Najwyraźniej to widać na przykładzie tzw. warsztatów harcmistrzowskich w OHy. Najbardziej destruktywne skutki tego systemu występują po stronie organizatorów kształcenia, którzy nie mają żadnych realnych bodźców do podnoszenia skuteczności swojej pracy. Musimy zorganizować kurs by formalności stało się zadość więc zorganizujemy. A czy kursanci się faktycznie czegoś nauczą? A kogo to obchodzi? Dlatego większość kursów polega na rozpisaniu grafiku wykładów (zgodnie z minimum), znalezieniu chętnych do ich przeprowadzenia i odklepaniu zajęć. Kursanci jeżdżą na takie kursy bez przyjemności i nie oczekując po tym większych efektów. Mus to mus.
 
4. Źle postawione cele szkolenia
W dodatku, mamy do czynienia z wadliwie postawionymi celami szkolenia. Przypomnę:

  • etap pierwszy –  kształcenie kandydatów na drużynowych,
  • etap drugi – kształcenie kandydatów na hufcowych,
  • etap trzeci – kształcenie kandydatów na komendantów chorągwi i naczelników.

Widać z tego, że szczytem kompetencji instruktorskich jest zarządzanie dużą organizacją a szczebel pośredni to wprawka w mniejszym środowisku lokalnym. Jak możemy się dziwić, że mamy tak mało drużynowych, za to całą armię kandydatów na komendantów chorągwi i naczelników realizujących się w fikcyjnych komendach, komisjach i kapitułach. Fikcyjnych – bo nasza organizacja to nadęty balon. Bardzo mało w niej drużyn. Większość z tych które są, to wieczne drużyny próbne prowadzone przez narybek instruktorski. Kto tylko zdobędzie granatową podkładkę zaraz podlega presji by porzucić drużynę i kształcić się na hufcowego. Tymczasem my potrzebujemy armii dobrze przygotowanych drużynowych, dobrych drużynowych i doskonałych drużynowych. Tak powinniśmy zdefiniować cele kształcenia.

5. Kompletny upadek wiedzy i świadomości metodycznej
Konsekwencją tak zdefiniowanych celów kształcenia jest kompletny upadek wiedzy i świadomości metodycznej. Nauczanie metodyki kończy się na pierwszym etapie kształcenia. Potem kładzie się nacisk na teorię zarządzania, public relations, regulaminy, finanse, foundrisig, szkolenie ideologiczne (polityczne). Bo to są umiejętności przydatne w wykonywaniu zadań do jakich szkolimy przyszłych podharcmistrzów i harcmistrzów. I powód drugi. Są to te dziedziny wiedzy, w których osoby kształcące czują się kompetentne.  Kto ma dziś uczyć metodyki – ci którzy zakończyli swoją edukację metodyczną w wieku 19 lat – na pierwszym etapie szkolenia? Jest jeszcze jeden powód zaniku wiedzy metodycznej. Zdaje się, że my w ZHR już nie zajmujemy się wychowaniem tylko formacją. Po co więc nam metodyka harcerska? Wystarczy, że opanujemy metody formacyjne – które z metodą harcerską nie wiele mają wspólnego.

System kształcenia to nerw każdej organizacji. W ZHR mamy te nerwy poważnie poszarpane. I albo zdecydujemy się wreszcie przyjąć to do wiadomości i coś zmienić albo czeka nas dalszy zjazd po równi pochyłej.

Bez wątpienia jest jeszcze wiele innych czynników, które mają wpływ na kondycje korpusu instruktorskiego. Uważam jednak, że te trzy są najważniejsze i dlatego proponuje nie wgłębiać się w margines zjawisk tylko w ich istotę. Nie stać nas na cyzelowanie szczegółów, gdy gmach wali się w gruzy. Dlatego, poprzestanę na tej diagnozie i spróbuję określić co moim zdaniem powinniśmy zrobić, by w przyszłości  uniknąć katastrofy .  


Leczenie

Zgodnie ze swoim doświadczeniem instruktorskim zaproponuję kilka konkretnych rozwiązań, które moim zdaniem powinny przyczynić się do poprawy sytuacji. Czytelnik niech sam porówna to ze swoim doświadczeniem i oceni.

Hasłem przewodnim, któremu podporządkowane jest każde z zaproponowanych rozwiązań jest:

 

 

Drużyna i Drużynowy!  

To w drużynach odbywa się realizacja celów harcerstwa czyli wychowanie i to drużynowi te cele realizują. Nikt inny! Wszystkie inne struktury organizacyjne i wszyscy inni instruktorzy są w ZHR tylko i wyłącznie po to aby pomagać i ułatwiać pracę drużynom i drużynowym!
A oto propozycje konkretnych rozwiązań.

Cele kształcenia

Celem wszystkich etapów kształcenia powinno być przygotowanie do pracy z młodzieżą doskonałych drużynowych. Jeśli chcemy utrzymać trzystopniowy system kształcenia powiązany z trzema stopniami instruktorskimi to charakterystyka tych stopni powinna być następująca.

Przewodnik – instruktor potrafiący poprawnie posługiwać się narzędziami metodycznymi i tworzyć program pracy w drużynie zuchowej lub harcerskiej, tak aby był w stanie świadomie i realnie oddziaływać na powierzoną mu młodzież. Stopień powinien stanowić uprawnienie do prowadzenia gromady zuchowej lub drużyny harcerskiej.

Podharcmistrz – instruktor, który wykazał, że prowadzi swoją drużynę z sukcesami zarówno organizacyjnymi jak i wychowawczymi. Doskonale zna  metodyczne założenia harcerskiego systemu wychowania i potrafi je twórczo stosować we wszystkich trzech gałęziach  wiekowych harcerstwa. Jednocześnie poznał tajniki kształcenia drużynowych na tyle, że może brać udział w procesie kształcenia nie tylko swoich następców ale i innych kandydatów na drużynowych. Stopień powinien stanowić uprawnie do prowadzenia drużyny wędrowniczej oraz kształcenia drużynowych.

Harcmistrz – instruktor, który wykazał się mistrzostwem w prowadzeniu swojej drużyny. Osiągnął widoczne i doceniane przez innych sukcesy organizacyjne i wychowawcze. Wychował swojego następcę oraz kilku (kwestia uznania ilu) innych drużynowych, którzy już objęli lub założyli swoje drużyny i wraz z nimi zdobyli stopnie podharcmistrza. Stopień powinien być uprawnieniem do tworzenia i organizowania kształcenia instruktorskiego na wszystkich etapach oraz obejmowania wyższych funkcji w związku (po uzupełnieniu kompetencji poprzez zdobycie dodatkowych uprawnień) .

Innymi słowy stopień przewodnika zdobywałoby się na funkcji przybocznego, bo dopiero jego przyznanie stanowiłoby uprawnienie do objęcia lub założenia drużyny (zuchowej lub harcerskiej). Stopień podharcmistrza można byłoby zdobyć tylko prowadząc z widocznymi sukcesami własną drużynę i jednocześnie praktykując kształcenie drużynowych we własnej drużynie lub na kursach pod kierunkiem harcmistrza. Stopień harcmistrza, tak jak poprzednie, można byłoby zdobyć jedynie prowadząc własną drużyną (zuchową, harcerską lub wędrowniczą)  a podstawą jego przyznania byłaby ocena pracy tej drużyny oraz konkretny mierzalny efekt kształceniowy w postaci wykształcenia kilku kolejnych drużynowych w stopniu podharcmistrza – czyli takich, którzy już się sprawdzili na swoich funkcjach.

Zdaję sobie sprawę, że takie przeorientowanie celów kształcenia wywoła opór instruktorów, którzy są w harcerstwie dla jakiś innych celów niż cele statutowe ZHR, ale moim zdaniem nie ma innej drogi dla podniesienia poziomu naszej pracy wychowawczej.

Powstaje pytanie o kwalifikacje osób sprawujących wyższe funkcje w związku. Nie ulega wątpliwości, że funkcje administracyjne, logistyczne i finansowe wymagają specyficznych kwalifikacji, takich na jakie nastawiony jest obecny system kształcenia (podharmistrz – hufcowy, harcmistrz instruktor chorągwi, GK i władz naczelnych). Podczas gdy obecnie jest to podstawowy kierunek kształcenia, ja postuluję aby był to kierunek fakultatywny np. w formie dodatkowych kursów kadry zarządzającej. Innymi słowy instruktor, który chciałby kandydować na funkcję wymagające dodatkowych kwalifikacji (hufiec, chorągiew, okręg, GK, Władze Naczelne)  musiałby posiadać odpowiedni stopień; podharcmistrza lub harcmistrza zdobyty w sposób opisany powyżej czyli podczas prowadzenia własnej drużyny oraz dodatkowo posiadać np. srebrną lub złotą odznakę kadry zarządzającej. Wtedy dopiero mielibyśmy absolutną pewność, że nasi komendanci chorągwi, naczelnicy, przewodniczący okręgów są to ludzie, którzy doskonale wiedzą na czym polega harcerstwo, po co ono jest, rozumieją problemy drużyn i drużynowych bo sami byli doskonałymi drużynowymi. A jednocześnie mają niezbędne dodatkowe umiejętności przydatne w zarządzaniu większymi strukturami. Jeszcze raz warto dobitnie to podkreślić. Naszym celem nie jest kształcenie dyrektorów korporacji, funkcjonariuszy partyjnych, prezesów fundacji i stowarzyszeń tylko WYCHOWAWCÓW młodzieży. Nie jesteśmy korporacją, partią, fundacją ani pospolitym stowarzyszeniem - jesteśmy organizacją harcerską czyli wychowawczą. Musimy precyzyjnie ukierunkowywać nasze działania tak aby maksymalnie skutecznie realizować cel naszego istnienia, a nie jakieś inne cele. 

Co trzeba zrobić?

  • Zmienić regulamin stopni instruktorskich (propozycje utrzymanego w tym duchu regulaminu przedstawiłem rok temu w Pobudce nr 15.
  • Dostosować regulaminy kategoryzacji drużyn, tak aby można było powiązać kategorię drużyny z oceną drużynowego konieczną do przyznania stopni podharcmistrza i harcmistrza.
  • Przeformułować cele kształcenia podharcmistrzowskiego i harcmistrzowskiego oraz przystosować do tych celów nowe formy.
  • Zmodyfikować ordynacje wyborcze do władz wybieralnych.


Jednolite standardy prób instruktorskich

Wszystkie komisje instruktorskie we wszystkich okręgach i w obu organizacjach powinny prowadzić próby w/g jednolitych standardów, sprawdzając w sposób realny kompetencje posiadane przez instruktorów aspirujących na wyższe stopnie. Należy przyjąć, że stopień instruktorski jest odzwierciedleniem kompetencji wychowawczych, a więc:

  • postawy (która może stanowić wzorzec do naśladowania)
  • umiejętności (umożliwiających skuteczne zastosowanie mechanizmów i metod harcerskiego systemu wychowania).

Należy przyjąć, że kandydat na instruktora, który posiada stopień HR ma już wystarczający dowód  jakości swojej postawy i jej przydatności w procesie wychowania. Próba na stopień instruktorski powinna dostarczać środowisku instruktorskiemu jednoznacznych i konkretnych dowodów posiadania przez kandydata odpowiednich kwalifikacji do prowadzenia drużyny oraz działalności kształceniowej.

Próba przewodnikowska powinna obejmować:

  • Zdanie przed obiektywną komisją egzaminacyjną, egzaminu teoretycznego z zakresu wiedzy o psychologii rozwojowej konkretnego etapu dojrzewania oraz wiedzy o stosowaniu narzędzi metodycznych i formułowania programu w wybranej gałęzi wiekowej: zuchowej lub harcerskiej.
  • Wykonanie zadań, które w sposób empiryczny, udowodnią, że kandydat oprócz posiadanej wiedzy ma również predyspozycje osobowościowe do prowadzenia drużyny oraz potrafi posiadaną wiedzę i umiejętności właściwie zastosować. Przykładowe zadania to poprowadzenie zastępu zastępowych nowo tworzonej drużyny, prowadzenie rady drużyny, funkcja oboźnego na obozie, zorganizowanie i przeprowadzenie kilkudniowego biwaku lub wyprawy wędrownej – wszystko pod okiem i nadzorem opiekuna próby (swobodnie wybranego mistrza z pośród harcmistrzów, ew. podharcmistrzów). W tej części próby decydująca powinna być opinia opiekuna.  

Próba podharcmistrzowska powinna obejmować:

  • Egzamin teoretyczny złożony przed obiektywną komisją egzaminacyjną obejmujący cały zakres psychologii rozwojowej, całość wiedzy na temat harcerskiego systemu wychowania, kardynalne zasady metody, formy zastosowania środków metodycznych i programowych oraz posługiwanie się narzędziami metodycznymi we wszystkich trzech gałęziach wiekowych.
  • Ocenę poziomu prowadzonej przez kandydata drużyny (np. z pomocą systemu kategoryzacji, wizytacji drużyny, itp.).
  • Ocenę opiekuna (harcmistrza) pod kierunkiem którego kandydat realizował zadania z zakresu kształcenia drużynowych we własnej drużynie lub w ramach kursów.

Próba harcmistrzowska powinna obejmować:

  • Ocenę poziomu prowadzonej przez kandydata drużyny (np. najwyższy poziom kategoryzacji).
  • Wykazanie się wychowaniem własnego następcy (stopień przewodnika), który przejmie drużynę oraz kilku (ilu to kwestia do dyskusji: 3-4)  podharcmistrzów czyli sprawdzonych i skutecznych drużynowych z pozytywnie ocenioną praktyką kształceniową.
  • Zadanie twórcze z zakresu formułowania programów działania, konstruowania narzędzi metodycznych i tym podobnych prac dzięki, którym kandydat udowodni, że nie jest zwykłym robotnikiem tylko, że charakteryzuje go twórcze podejście do swojej służby i działalności wychowawczej.

Przyjmując tego typu standardy prób instruktorskich niwelujemy wadę subiektywizmu. Opierając próbę na wymogu uzyskania konkretnych efektów w pracy instruktorskiej, pozwalamy działać mechanizmom selekcji pozytywnej i ograniczamy uznaniowość w przyznawaniu stopni, tak wygodną dla różnego rodzaju klik instruktorskich zainteresowanych w produkowaniu dużej ilości własnych popleczników, czyli szabel na wybory,  nie koniecznie kompetentnych wychowawców.  

Co trzeba zrobić?

  • Ukierunkować system stopni harcerskich tak aby stopień ostatni HR odzwierciedlał osiągnięcie takiego stopnia dojrzałości i wyrobienia harcerskiego, w którym do dalszego osobistego rozwoju życiowego nie potrzeba już żadnych dodatkowych zachęt. Harcerki i Harcerze Rzeczypospolitej powinni być ludźmi o wysokich aspiracjach, takimi którzy sami od siebie będą wymagać nawet jeśliby nikt inny niczego od nich nie wymagał. Innymi słowy ludzie, którym harcerstwo nie jest już potrzebne do stymulowania dalszego rozwoju.
  • Usunąć z regulaminów stopni instruktorskich (a więc także i z prób instruktorskich) wymagania pokrywające się ze stopniami harcerskimi i zastąpić je warunkiem posiadania stopnia HR (ewentualnie HO dla przewodnika).
  • Wprowadzić jednolite zasady prowadzenia prób i przyznawania stopni instruktorskich opierając je na wymienionych wyżej konkretach.


Dowolność form kształcenia oraz zniesienie jego obligatoryjności oraz rejonizacji

Rację ma Marek Kamecki we wspomnianym już artykule zwracając uwagę na, że najskuteczniejszą formą kształcenia kompetentnych drużynowych jest praktyka oparta na intensywnej relacji mistrz – uczeń, kiedy to kandydat na instruktora może pod okiem doświadczonego drużynowego (podharcmistrza lub harcmistrza) praktykować w jego drużynie organizując gry, zbiorki, wycieczki, biwaki i obozy, uczestnicząc w rozwiązywaniu realnych problemów wychowawczych, prowadząc realne próby na stopnie i sprawności, pomagając zastępowym rozwiązywać ich prawdziwe problemy.  Kandydat ma przy tym okazję podpatrywać mistrza nie na wykładach ale w prawdziwym harcerskim życiu, korzystać z jego rad i doświadczenia. Ta forma kształcenia nie jest jednak w ZHR stosowana, ponieważ obowiązuje standaryzacja procesów kształceniowych, która to wyklucza. Wobec tego za Markiem Kameckim postuluję całkowicie od tej standaryzacji odejść, pozostawiając kandydatom na instruktorów oraz harcmistrzom pełną swobodę wyboru drogi jaka ma ich doprowadzić do sprostania jednolitym wymaganiom komisji instruktorskich. Przy czym nie opowiadam się za likwidacją kursów. Nie byłaby to żadna dowolność tylko przegięcie w drugą stronę.

Postuluję wolny rynek form kształcenia i pełną dowolność w wyborze mistrzów, opiekunów, kursów itp. Tam gdzie lepiej będą się sprawdzać kursy niech zostaną kursy, tam gdzie lepiej „szkoła miecza” niech będą szkoły miecza. A zapewne z czasem powstaną jakieś formy mieszane korzystające z zalet jednego i drugiego sposobu. Skuteczniejsze szkoły i lepsi mistrzowie będą mieć więcej kandydatów. Życie samo zweryfikuje, które są najbardziej skuteczne czyli, które najlepiej przygotowują do zaliczenia prób instruktorskich.

Jednolite i oparte o konkret próby instruktorskie wyeliminują bylejakość z kształcenia. Nikt nie  będzie się zapisywał na kiepskie kursy, na których niczego się nie nauczy tylko otrzyma dyplom. Dlaczego? Bo ten dyplom do niczego mu się nie przyda. Przydadzą mu się natomiast konkretna wiedza i umiejętności instruktorskie dzięki, którym będzie mógł lepiej prowadzić drużynę i skuteczniej kształcić drużynowych. Tylko dobre kursy i harcmistrzowie z rzetelną wiedzą i właściwym podejściem do swoich uczniów będą w takim systemie doceniane. A dyletanctwo zniknie z życia ZHR.

Co trzeba zrobić?

  • Zlikwidować tzw. minima kształceniowe a w zamian stworzyć jednolite standardy prób instruktorskich.
  • Zlikwidować rejonizację kształcenia.
  • Wprowadzić pełną konkurencję w kształceniu zarówno w odniesieniu do programów, form jak i osób prowadzących.
  • Przyjąć, że uprawnieniem do prowadzenia kursów jest posiadanie stopnia harcmistrza, a do prowadzenia praktyk instruktorskich we własnej drużynie – stopień podharcmistrza.
  • Popularyzować różne formy i metody kształcenia – zadanie dla władz, mediów i wydawnictw harcerskich.


Wiedza i świadomość metodyczna kadry

Jak wcześniej napisałem, świadomość ta jest nikła. Ogranicza się głównie do znajomości schematu tzw. ręki metodyki. Przypomnę tylko, że ów schemat stworzono na potrzeby konspiracyjnych kursów instruktorskich organizowanych przez Szare Szeregi w okresie II Wojny Światowej. Dzięki „ręce metodyki” konspiracyjni kandydaci na drużynowych mogli poznać najbardziej ogólne podstawy metodyki harcerskiej w ciągu 3 godzin bo resztę czasu zajmowały im techniki wojskowe i konspiracyjne. Wiedza na temat mechanizmów na jakich oparty jest niezwykle bogaty harcerski system wychowania zanikła prawie całkowicie w Organizacji Harcerzy, za sprawą utraty zainteresowania wychowaniem jako takim na rzecz formacji religijnej i jej specyficznych metod formacyjnych. Bez odbudowania tej świadomości  nie ruszymy nawet o jeden krok na przód. Bo niby jaką treścią mielibyśmy wypełnić nowy system kształcenia?  
 
Co trzeba zrobić?

  • Spisać współczesną wiedzę i doświadczenia metodyczne w najprzeróżniejszych wydawnictwach książkowych, broszurowych i internetowych.
  • Rozpocząć proces uzupełniania wiedzy metodycznej pośród obecnej kadry instruktorskiej, co ma ogromne znaczenie dla powodzenia projektowanych zmian, zwłaszcza w okresie przejściowym.
  • Ustanowić przejściowy obowiązkowy egzamin dla obecnych instruktorów z zakresu psychologii rozwojowej oraz metody harcerskiej, której podstawy opisane są w dokumencie pt. „Program Wychowawczy ZHR”.


Ukrócić samowolę i autorytaryzm wodzów (zwłaszcza w OHy)

Skąd się bierze autorytaryzm w harcerstwie? Czy ktoś kto przez kilka lat z sukcesem prowadził drużynę czyli potrafił być prawdziwym, naturalnym autorytetem dla młodzieży, miałby w ogóle pokusę posiłkować się autorytarnymi metodami jako hufcowy, komendant chorągwi czy naczelnik? Nie uwierzę w to! Żaden ze znanych mi dobrych drużynowych nie ma takich zapędów. Autorytaryzm bierze się z bezsilności i świadomości braku własnego autorytetu. Brak wartościowego doświadczenia instruktorskiego, uniemożliwia kierowanie zespołami instruktorskimi w sposób harcerski. Autorytet naturalny usiłuje się zastąpić formalnym i próbami wymuszania posłuszeństwa. Stąd kult wodzostwa i autorytaryzm. Żeby wiedzieć jak się tego pozbyć z życia ZHR trzeba zapytać skąd na wyższych funkcjach biorą się ludzie bez doświadczeń, słabi i pozbawieni naturalnego autorytetu?

Odpowiedź na to pytanie skupia w sobie większość opisanych wyżej zjawisk. Ich skutkiem jest powstanie mechanizmu selekcji negatywnej. Kto nie potrafi prowadzić drużyny, komu się drużyna posypała, ten awansuje. Najpierw komendant chorągwi proponuje mu objęcie funkcji hufcowego, bo jest wolny i może się zając papierkami. Jako hufcowy wchodzi w sferę działań administracyjnych i układy z koterią, która go docenia promuje i kupuje. Nie przypadkowo, od kilku lat słyszę, że najważniejszą funkcją w harcerstwie jest właśnie hufcowy.  Hufcowy - bo teoretycznie dysponuje szablami, dzięki którym można poszerzać wpływy koterii.  W ten sposób doceniani i promowani są instruktorzy, którzy nie sprawdzili się jako drużynowi. Ci wkraczają na ścieżkę szybkiej „kariery”. Awansują do komend chorągwi i do kadr szkół instruktorskich, po czym zaczynają kształcić drużynowych, stawiać im wymagania, organizować zloty i inne działania, które ni jak się mają do potrzeb drużynowych, bo ci ludzie po prostu tych potrzeb nie znają i nie rozumieją. Nie twierdzę, że tak jest wszędzie i że każdy hufcowy czy komendant chorągwi to nieudacznik maskujący swoje dyletanctwo działaniami pozornymi. Pokazuję mechanizm jaki się wytworzył w splocie wielu czynników, o których pisałem wcześniej. Znam paru wartościowych komendatów chorągwi i kilku hufcowych, którzy już jutro mogliby z radością objąć drużyny i z sukcesem je poprowadzić. Ale niestety to są brylanty na bardzo nieciekawym tle.

Zaproponowane wyżej rozwiązania powinny pomóc w upraniu się z największym problemem. Instruktorzy, posiadający uprawnienia do obejmowania wyższych funkcji nie będą dyletantami. Będą mieli wartościowe doświadczenia instruktorskie w prowadzeniu dobrych drużyn. Będą rozumieli potrzeby drużynowych i wiedzieli jak je zaspokoić. Nie da się ich skierować na ślepe tory nic nie mające wspólnego z harcerstwem ale za to pozwalające się wykazać przed przełożonymi i zabłysnąć na zewnątrz harcerstwa. Nie! Bo mając rzetelne kompetencje nie będą zainteresowani działaniami pozornymi i wikłaniem harcerstwa w politykę. Przede wszystkim zaś będą potrafili kierować zespołami instruktorskimi w sposób taki jak kierowali kiedyś swoimi drużynami. W drużynach autorytaryzm jest zjawiskiem z kosmosu.
 
Co ponadto warto zrobić?

  • Zmienić regulamin służby instruktorskiej eliminując z niego wszelkie zapisy o charakterze uznaniowym, stanowiące pokusę do autorytarnego kierowania podległymi instruktorami przez komendantów, którym wydaje się że są „wodzami”. Np. zaliczenie służby instruktorskiej i wpisanie na listę instruktorów na kolejny rok powinno dokonywać się automatycznie na podstawie złożonej karty spisowej zawierającej odpowiedni wniosek. Obecnie jest to uzależnione od decyzji przełożonego, co często wykorzystywane jest przez „wodzów” do eliminowania niewygodnych instruktorów i odbierania im praw wyborczych. Przełożony, który chciałby skreślić instruktora z listy musiałby podjąć w tym celu stosowną inicjatywę a nie stosować wygodną metodę zaniechania.
  • Postuluję także zmianę ordynacji wyborczej tak aby bierne prawo wyborcze przysługiwało wszystkim instruktorom (oczywiście przy zachowaniu obecnych wymagań dotyczących posiadanego stopnia) a czynne prawo wyborcze tylko instruktorom (przewodnikom, podharcmistrzom i harcmistrzom) pełniącym aktualnie funkcję drużynowego. Pisałem już o tym w 15 numerze Pobudki. Rozwiązanie takie spowoduje, że to drużynowi będą wybierać swoich przełożonych – tych którzy mają im służyć. A kto potrafi lepiej ocenić przydatność tej służby jak nie sami zainteresowani. 


Walczyć z towarzysko-polityczno-biznesowymi klikami instruktorskimi

Celem tych działań jest wyeliminowanie pozaideowych i cynicznych  motywacji w podejmowaniu służby instruktorskiej. Każdy przejaw tworzenia się takiej kilki powinien być zwalczany z konsekwencja równą reagowaniu na łamanie 10 pkt Prawa Harcerskiego. Zdaję sobie sprawę jak trudne jest to zadanie. Tego typu masońskimi czy wręcz nawet mafijnymi naroślami obrastają struktury najbardziej nawet szanowanych instytucji nie wyłączając kościoła. Kliki takie ubierają się w szaty jakiś niezwykle ważnych lóż, bractw i zakonów i działają zupełnie jawnie. Na szczęście i na nieszczęście zarazem, w ZHR jest to jeszcze skrywane. Może dlatego, że kilka lat temu (w 2006r.) udało się nam wszystkim wysłać jednoznaczny sygnał, że w ZHR nie ma na to przyzwolenia. Kliki jednak istnieją dalej, z tym, że zbytnio się nie afiszują.  Zadbajmy o własne podwórko tym bardziej, że służymy celom wychowawczym. Jeśli sprzedamy nasze ideały za pracę w urzędzie gminy i miejsce na listach wyborczych to nie będziemy wychowywać tylko deprawować młodzież, a przy okazji umacniać układy i układziki jakie ciągną ZHR na dno jak kamień przyczepiony do szyi.

Piętnując i eliminując postawy, które pozwalają oczekiwać jakichkolwiek gratyfikacji za zaangażowanie instruktorskie wzmocnimy motywacje ideowe. Sprawimy, że do służby instruktorskiej będą się zgłaszać najbardziej ideowi ludzie. Ludzie niezależni. Tacy których nie można kupić ani zastraszyć. Tacy, którzy nie wejdą do koterii i nie dadzą się użyć do niszczenia jej przeciwników. Tacy, którzy robią to co robią z pełnym przekonaniem, a więc będą się starać stale podnosić swoje kwalifikacje i których nie da się z dnia na dzień przekonać, że ZHR powinien realizować inne cele niż te które są istotą harcerstwa. 
 
Co należy zrobić?

  • Zmienić ordynacje wyborczą do władz ZHR, tak aby rozbić istniejące kliki zainteresowane masową produkcją niekompetentnych ale wiernych zwolenników z instruktorskimi prawami wyborczymi. Czynne prawo wyborcze przyznane wyłącznie drużynowym spowoduje, o najważniejszych sprawach związku decydować będą wyłącznie ci, którzy bezpośrednio realizują cele statutowe ZHR i którym organizacja ma służyć, a nie armia znudzonych i sfrustrowanych działaczy. Drużynowi będą żądać i będą rozliczać wybierane przez siebie władze pod kątem konkretów i realnej pomocy jakiej doświadczyli, a nie politycznych harców uskutecznianych na salonach. Ci harcmistrzowie, którzy chcą służyć drużynowym, nie powinni obawiać się takiego rozwiązania. Jeśli przedstawiają sobą jakąkolwiek wartość dla drużynowych, będą przez nich chętnie angażowani na wyższe funkcje.   Dziś niestety to nie drużynowi decydują tylko armia działaczy.
  • Żadna „lustracja” czy „spec uchwała” sytuacji nie uzdrowi, tylko spotęguje istniejące konflikty. Trzeba się w jakiś sposób odwołać do wrażliwości prawych instruktorów i uczulić społeczność instruktorską by uważnie obserwowała objawy tej choroby, nie lekceważyła ich  lecz zdecydowanie na nie reagowała ot choćby poprzez właściwe użycie kartki wyborczej.


Podsumowanie

Dzięki przedstawionym wyżej rozwiązaniom będziemy w stanie osiągnąć rzeczy, o których nam się dziś nawet nie śni.

  • Drużynowi będą obejmować drużyny będąc odpowiednio dojrzałymi i merytorycznie przygotowanymi (dopiero po zdobyciu stopnia przewodnika i osiągnięciu odpowiedniego wieku, a tym samym i dojrzałości).
  • Drużynowi będą mieli silną zachętę do prowadzenia drużyny przez 3-4 lata (tyle czasu będzie potrzeba dla zdobycia stopni podharcmistrtrza i harcmistrza).
  • Drużyny będą prowadzone na wysokim poziomie.  Nastąpi koniec fikcji w postaci wiecznych, 7-10 osobowych drużyn próbnych, w których od lat nie było żadnego instruktora. Drużyny prowadzone przez podharcmistrzów i harcmistrzów będą albo dobre albo ich drużynowi nie zdobędą tych stopni.
  • W dobrych drużynach wyrosną liczni kandydaci na instruktorów, którzy po odpowiednim przygotowaniu i zdobyciu stopni instruktorskich założą nowe, własne drużyny. Pracując pod kierunkiem i opieką swoich mistrzów, drużynowi ci będą tworzyć silne zespoły instruktorskie i silne środowiska harcerskie (szczepy, klany). Nastąpi rozwój ilościowy i jakościowy harcerstwa, głownie poprzez rozrastanie się lokalnych środowisk.
  • Przyjęcie zasady, że stopień harcmistrza można zdobyć tylko prowadząc drużynę na poziomie mistrzowskim sprawi, że przyszłe harcmistrzynie i przyszli harcmistrzowie ZHR nawet wtedy kiedy już przestaną być drużynowymi będą na prawdę mistrzami harcerskimi, będą czuli harcerstwo każdym nerwem, przez co unikniemy w przyszłości tak przerażającego dyletanctwa jakie ma miejsce obecnie, zwłaszcza w Organizacji Harcerzy. Harcmistrzowie posiadając bogate doświadczenie wychowawcze, będą mieć świadomość tego, że organizacja służy do tego aby wspomagać pracę drużyn i kształcić drużynowych, a nie do żadnych innych celów (w tym politycznych i zawodowych). Mając takie a nie inne doświadczenie będą nie tylko rozumieć potrzeby drużyn i drużynowych ale także będą posiadali realne możliwość by im pomagać organizacyjnie i metodycznie. Będą też tworzyć wartościowe programy i narzędzia metodyczne.  Będą potrafili kierować pracą związku w ten sposób, że kontakt z przełożonym będzie przyjemnością, a nie traumą jak to obecnie często bywa.
  • Dopuszczając do konkurencji w dziedzinie kształcenia, dopuścimy także do konkurencji różnych stylów pracy harcerskiej. Zniknie ideowe podłoże konfliktu związane z  funkcjonowaniem odmiennych wizji harcerstwa. Zamiast walczyć ze sobą na szable, tj. kartki wyborcze po to by odebrać konkurencji władzę i obowiązkowe kształcenie, polem zmagań będzie jakość konkurencyjnych kursów, a co za tym idzie jakość realizowanych wizji pracy harcerskiej. Z czasem samo życie pokaże, które są bardziej wartościowe i które dają lepsze rezultaty. Eliminując jedną z istotniejszych przyczyn istniejących i stale podsycanych konfliktów przyczynimy się do poprawy atmosfery i wzajemnego zaufania.
  • Eliminując istniejące kliki wzmocnimy ideowe motywacje instruktorów, pozbędziemy się raka politykierstwa i czynownictwa przez co damy kolejny impuls do poprawy atmosfery i wzrostu wzajemnego zaufania.

Tylko czy starczy nam odwagi by spojrzeć prawdzie w oczy? Czy potrafimy się wznieść ponad koleżeńskie układy i układziki? Czy zechcemy postawić się do dyspozycji drużynowych? Ciągle mam nadzieję, że tak. Że ZHR pomimo wszystko jest jedną z niewielu organizacji, które mogą być czyste i wzniosłe. A to dzięki ludziom którzy ZHR tworzą. Mocno wierzę w to, że tych prawych i zainteresowanych służbą polegająca na wychowaniu młodzieży jest przytłaczająca większość.

hm. Marek Gajdziński, Mazowiecka Chorągiew Harcerzy ZHR   

/Zdjęcia pochodzą z multigalerii ZHR: www.mg2.zhr.pl/