nr 18 - Felietony

Znacie na pewno takie rosyjskie powiedzenie: eto kak tigra za usy trogat’ – i smieszno, i straszno… Przyglądając się od lat z boku temu, co dzieje się z ZHR-em i w ZHR-ze bardzo często mam podobne odczucie. Luksus takiego przyglądania się z boku przyjemnie wyostrza spojrzenie. Może czasem nadmiernie, ale może właśnie pozwala dostrzec dziwności i śmieszności, które trudno czasem dostrzec tym, co borykają się z nimi na co dzień i tkwią w nich. A na pewno trudniej im je nazwać. Zwłaszcza tym, którzy w ZHR-e dorastają, wśród zachowań i mechanizmów, które znają „od zawsze”, nie przychodzi im więc do głowy, że to „od zawsze” wcale takie stare nie jest, a na pewno nie jest normalne. Dlatego w kolejnych numerach „Pobudki” spróbuję niektóre z takich zhr-owskich dziwactw opisać.

 

phm. Wojciech Hoser HR

            Wśród licznych batalii jakie toczyłem w czasach swej aktywnej działalności w ZHR, do najbardziej spektakularnych należała walka o pełnoprawne miejsce dla niewierzących, poszukujących, wątpiących czy innowierców w szeregach ZHR-u. W owych prehistorycznych czasach zaczął kształtować się popularny dziś pogląd, że ZHR jest organizacją chętnie przyjmującą tego typu osoby jako materiał działań ewangelizacyjnych, natomiast instruktor jako wychowawca - ewangelizator musi być osobą głęboko wierzącą. Gdy w poprzednim numerze przeczytałem "Felieton o dawaniu szans", przed oczami stanęły mi dawno stoczone bitwy - "gdzie świtem pióra skrzypiące się łamały, a świece świeciły by nic nie oświecić..."