nr 18 - Kształcenie

hm. Tomasz Maracewicz

W dniu oddania kolejnego numeru Podupki (to taka nazwa konspiracyjna), zadzwoniła do mnie groźna Naczelna:

- Marabut!!! Dlaczego Ciebie nie ma w planie numeru?!!

- No właśnie - odpowiedziałem z udawaną troską - dlaczego mnie nie ma?!

Ta troska była rzeczywiście udawana, bo rozumiecie, być w planie numeru oznacza konieczność odrobienia pańszczyzny, spłacenia haraczu czy jak go tam zwał, czyli napisania dobrego tekstu i to jeszcze na zadany temat. A jak Cię nie ma w planie numeru, to hulaj dusza, piekła nie ma. Nie darmo prześlizgiwałem się przez cały miesiąc, omijałem niebezpieczne maile, nie wychylałem się z pomysłami, nie uczestniczyłem w dyskusjach redakcyjnych, żeby sobie o mnie nie przypomnieli. Naczelna na szczęście jest Nowa, więc mogła ten dojmujący brak przegapić. Niestety.

- Ty cwaniaku, masz mi zaraz pisać tekst, i żeby na rano był gotów - zawarczała słuchawka.

- No ale nie mam tematu - broniłem się słabo - ani nawet cienia pomysłu!

- Pisz cokolwiek, a jak masz wątpliwości, to zastanów się co Ci w duszy gra. Ufam Ci - słuchawka stęknęła, zgrzytnęła i połączenie zostało przerwane.

Skoro tak się sprawy mają, to już nie potrzebowałem wyjaśnień. Ja wiem co mi w duszy gra, tylko nie wiedziałem, że znów pozwolą mi o tym napisać. Bo we mnie, od dawna już, co raz głośniej i co raz bardziej beznadziejnie gra smętny refren starej piosenki:

pwd. Paweł Cieślik

Pomysł na projekt „Staż” zrodził się całkiem przypadkiem. Jestem radcą prawnym. Kilka miesięcy temu poproszono mnie o przyjęcie na staż studenta. Chłopak miał na imię Mateusz. Zgodziłem się, ale postawiłem warunek, że stażysta musi pracować społecznie. Jako, że byłem wówczas na etapie szukania przybocznego i miałem z tym spore problemy, zaproponowałem Mateuszowi, że jeżeli nie ma innego pomysłu na pracę społeczną to może mi pomóc w prowadzeniu gromady zuchowej jako wolontariusz.