nr 11 - krąg zielony

hm. Tomasz Maracewicz 

Mam nadzieję, że nie bez echa przeszedł w Związku uchwalony dopiero co dokument Naczelnictwa pod nazwą „Cele i priorytety działania Naczelnictwa na lata 2006-2008". Z dwóch powodów: bo jest to dokument ważny, wiele mówiący o tym co Naczelnictwo zamierza do końca tej kadencji zrobić, a także dlatego, że jest to dokument dobry. Jest jeszcze mały powodzik, którego nie omieszkam poruszyć: wprawdzie nie chcę uzurpować sobie „sprawstwa kierowniczego", ale mam nadzieję, iż artykuł „200 dni ..." z poprzedniego numeru Pobudki choć trochę zainspirował Naczelnictwo do jasnego i szybkiego określenia swoich zamierzeń.

Dziś kolejna garść informacji o wyjeździe jamborowym, który nagle wzbogacił się o udział harcerek i harcerzy ZHR w imprezie rocznicowej organizowanej przez CES (poniżej kilka słów o CES, autorstwa Justyny Wiśniewskiej i o organizowanym przez nich zlocie). A wszystko to po porozumieniu się z koordynatorem ze strony Wydziału Zagranicznego, Justyną i decyzją, że warto połączyć siły. Oznacza to, że wyjazd przestaje być tylko wyprawą „pobudkową”, a staje się naszym wspólnym przedsięwzięciem.

Od redakcji: W ostatnich dniach listopada ubiegłego roku odbyła się w Katowicach konferencja historyczna dotycząca dziejów harcerstwa na Górnym Śląsku. Jej organizatorami byli: Katowicki Oddział Instytutu Pamięci Narodowej i Biblioteka Śląska, a prelegentami instruktorzy harcerscy kilku pokoleń, od tych, którzy zaczęli służbę harcerską przed 1939 rokiem, przez uczestników obu konspiracji harcerskich (1939-1948), wśród których znalazł się Biskup Senior Ignacy Jeż, więzień obozów koncentracyjnych w Dachau i Oświęcimiu oraz Druhna Władysława Sikora z konspiracyjnej drużyny „Mury” w obozie Ravensbrück. Chociaż mowa była o całej historii górnośląskiego harcerstwa, nie wolnej od błędów i działań sprzecznych z uznawanym przez nas za oczywiste Prawem, jednak konferencję zdominowała tematyka „harcerstwa niepokornego”. Nie przypadkiem wśród prelegentów i organizatorów znalazło się troje przewodniczących KIHAM-ów z Katowic i Gliwic, oraz KIHAM-owiec z Krakowa, harcmistrz Wojciech Hausner. Właśnie jego referat, jako najbardziej uniwersalny, odnoszący się do najtrudniejszych lat powojennego ZHP w skali ogólnopolskiej, prezentujemy na łamach POBUDKI w dziale „Nasze korzenie”.

hm. Wojciech Hausner

Niżej przedstawione uwagi do historii ZHP z lat 1956-1980 są skupione na jednej z wielu płaszczyzn funkcjonowania Związku. Jak nigdy harcerstwo zostało naznaczone bardzo wyraźnym piętnem „wychowania politycznego" stojącego w opozycji do modelu wychowania do służby Bogu, Polsce i bliźnim. To tutaj można poszukiwać genezy dzisiejszego stanu harcerstwa.

hm Henryk G. Wechsler
„Harcerstwo“ 1/1948

 

Od Redakcji: Chcemy, korzystając z pretekstu, że wielu bardzo młodych instruktorów odwiedza nasze strony, przybliżać Wam pewne klasyczne, a być może zapomniane teksty i zdarzenia, które odcisnęły się głęboko na charakterze i istocie polskiego harcerstwa. Taki jest tekst harcmistrza Henryka Wechslera, napisany na emigracji, w poczuciu utraty Ojczyzny i utraty tamtego harcerstwa, ale pełen żywego ducha i optymizmu, które kształtowało młode życie wielu „pokoleń” wigierczyków. Pamiętam jak przed ponad dwudziestu laty ogromne wrażenie zrobiło na mnie owo wspomnienie. Było to w czasie, gdy szukałem pomysłów do prowadzonych przez siebie kursów instruktorskich. A znalazłem w nim inspirację nie tylko do szkoleń, ale przede wszystkim, do spojrzenia od nowa na naturalną w harcerstwie relację mistrz – uczeń. Dziwnie mocnym głosem wpisuje się on i dzisiaj w naszą dyskusję o przywództwie, o rodzeniu się autorytetów. Bo to nie jest zwykły opis kursów instruktorskich. Polecam. Marabut

Rozumiem, ze rozpoczynając pisać o Wigrach i Wigierczykach jestem w sytuacji mówiącego ślepemu o kolorach. Nie dlatego, abym - uważał, że niewigierczyk jest synonimem ślepego, albo że piękno barw można było poznać tylko nad Wigrami. Nie - wcale tego nie myślę. Jeżeli tak napisałem, to dlatego, że w przeważnym stopniu zagadnienie Wigier to zagadnienie tradycji i atmosfery. I dużej sztuki trzeba, aby przedstawić je komuś, kto tej tradycji nie zna i atmosfery nie przeżył.

Od Redakcji:

Poniżej przedstawiamy tekst - ciekawostkę. Zapewne wiele takich i podobnych powstało w czasie, gdy był pisany. Tu najciekawsze jest zestawienie treści z osobą autora. Postanowiliśmy go opublikować, ponieważ nas sprowokował do kilku myśli. Na przykład o tym, że to co robimy w harcerstwie bywa bardzo kruche i nigdy nie możemy być pewni efektu jaki osiągniemy. Albo, że nie wystarczy pięknie mówić o wartościach i przesadna retoryka patriotyczna też może prowadzić na manowce. Zachęcamy do lektury i rozmowy na temat Waszych przemyśleń o artykule, jego autorze i służbie Polsce.

hm. Tomasz Maracewicz 

Zasubskrybowałem (ale słowo !) sobie swego czasu trzydziestotomową encyklopedię PWN. Z ogromną ciekawością czekałem na tom ostatni, a w nim na notkę o ZHR. I wreszcie jest. Cóż, rozumiem, że to tylko encyklopedia, miejsca mało, ale czy gdyby ktoś z Was miał redagować to hasło, napisałby to samo ? Ile w tym co poniżej jest prawdy ? Czy da się z tego przeczytać kim jesteśmy i czego dokonaliśmy ? Wiecie co - mam niedosyt.

phm Robert Chalimoniuk "Orzeł" 

 

Długo wahałem się czy zabrać głos w tej sprawie. Od Zjazdu minęło już trochę czasu, emocje opadły i chyba teraz, z pewnym dystansem potrafię mówić o rzeczach, co do których wolałbym pewno zapomnieć. Nie tylko ja...

Może jednak lepiej wyjawić całą prawdę i uciąć wszelkie domniemania. Raz i oby na zawsze.

hm. Krzysztof Stanowski
 
W wielu językach nie ma jednolitego nazewnictwa dla organizacji społecznych. Używanie nazwy zależą ściśle od ról jakie pełnią te organizacje w społeczeństwie. We Francji mówi się o economie sociale, w Wielkiej Brytanii public charities lub community organisations, w Japonii koeki hojin, w Stanach Zjednoczonych not-for-profit organisations, nongovernmental organisations lub voluntary organisations), w Kanadzie  coraz częściej słyszymy termin value based organizatios. W Europie często mówimy także o trzecim sektorze. Większość używanych nazw opisuje organizacje społeczne przez negację. Żadna z nich nie jest wystarczająco precyzyjna, ale razem pomagają zrozumieć istotę zjawiska.

W każdym numerze Pobudki będziemy przedstawiali jedną działającą dziś organizację obywatelską. Zaczynamy od Funduszu Lokalnego w Nidzicy.

Nidzica to niewielkie miasteczko w olsztyńskim. Kilkanaście lat temu typowe miasteczko na ziemiach odzyskanych. Jeden z najwyższych wskaźników bezrobocia w kraju, zaniedbany krzyżacki zamek, w którym królowała GS-owska restauracja. Jedno z takich miejsc, gdzie „diabeł mówił tam dobranoc". Wszystko zmieniło się w znacznym stopniu dzięki ludziom zaangażowanym w lokalnych organizacjach obywatelskim.

hm Paweł Wieczorek

Uwaga!!! Uwaga!!! Uwaga!!! Pozor!!! Redaktor Naczelny informuje, że poniższy tekst jest wysoce toksyczny i może być niebezpieczny dla zdrowia i życia osób pozbawionych poczucia humoru. W razie wątpliwości radzę przetestować na myszach lub chomiku. Drobnym gryzoniom przeczytanie grozi co najwyżej kolką i serią bolesnych zastrzyków. Duże gryzonie zostały niniejszym wstępem uprzedzone i czytają na własną odpowiedzialność. W niektórych przypadkach zalecam profilaktyczne zaniechanie przeczytania, albowiem Redakcja nie bierze odpowiedzialności za skutki uboczne.

OD REDAKCJI

Publikujemy list nadesłany przez ojca jednego z harcerzy ZHR, w przeświadczeniu, że poruszone w nim problemy nie dotyczą li tylko jednego środowiska. Nazwisko autora pozostanie anonimowe, ze względu na dobro jego syna, który nadal pozostaje w harcerstwie. Z tego też powodu zmienione zostały prawdziwe imiona rozmówców oraz numery i nazwy drużyn. Pomoże nam to potraktować „Rozmowy o katastrofie" jako studium przypadku, który oby stał się przestrogą dla wszystkich środowisk harcerskich. Być może w opisanym przypadku miał miejsce szczególny splot niekorzystnych okoliczności, takich jak: brak zrozumienia idei i metody harcerskiej, arogancja władzy, prywata. Nie mniej, warto poświęcić temu chwilę refleksji. Warto rozejrzeć się we własnym środowisku, czy aby nie odnajdziemy w nim śladów podobnych zjawisk.   

Szperając na allegro natrafiłem razu pewnego na tytuł „Twórcy polskiego skautingu – Olga i Andrzej Małkowscy” Edyty Głowackiej-Sobiech. Książkę nabyłem i mocno się zdziwiłem, że wcześniej o niej nie słyszałem. Jest świetna.