nr 11 - krąg czerwony

hm. Marek Gajdziński 

Pamiętam dyskusję, jaką onegdaj KIHAM toczył ze środowiskami związanymi z ówczesnymi władzami komunistycznego ZHP. Poza wieloma o wiele ważniejszymi kwestiami, był w niej też wątek prowadzący do ustalenia czy sylwetka instruktora ma być bliższa pojęciu „nauczyciel" czy „mistrz". Był to oczywiście wątek czysto metodyczny i przypominał raczej dyskusję akademicką. Bez wcześniejszego załatwienia spraw ideowych odnoszących się do kierunku wychowania, kwestie metodyczne były raczej drugorzędne. Niemniej, rozważania na ten temat zajmowały sporo miejsca w niezależnej prasie harcerskiej. Interesowały również i mnie. Do głowy mi wtedy nie przyszło, że 25 lat później, będziemy mieli Wolną Polskę i prawdziwe harcerstwo, i że w tym wymarzonym harcerstwie przyjdzie nam się zmierzyć z poglądem znacznie dalszym od jego istoty. Oto bowiem coraz częściej mówi się o wodzowskim charakterze harcerstwa i o tym, że instruktor powinien być wodzem dla swoich harcerzy. Spróbuję zatem nakreślić dwie obecnie konkurencyjne wizje sylwetki instruktora. Przywołam, też echa tamtej dyskusji z przed 25 lat. A Ty czytelniku sam zdecyduj, która z nich jest Ci bliższa.

Przed trzema laty pragnąłem stworzenia potężnej, sprawnej i silnie scentralizowanej organizacji polskiego skautostwa. Dziś mniemam, że był to dowód powierz­chownego zaznajomienia się z Ruchem i młodzieńczej niedojrzałości. Nie dostrzegałem, że są silniejsze węzły wewnętrzne od karbów formalnych. Ruch bez centralnej organizacji może doskonale istnieć i rozwijać się, organizacja natomiast centralna bez wyrobionych ludzi i bez dostatecznego zrozumienia przez nich idei zawsze będzie szwankować. Choć taka organizacja jest potrzebną, jednak należy uświadomić sobie, że chcąc utworzyć centralną organizację skautową, trzeba skupić w niej skautów nie z imienia, lecz z czynów. Dopóki to się nie stanie, punkt ciężkości będzie leżał gdzie indziej.

 

Siódmy punkt obowiązującego w ZHR prawa harcerskiego odnoszący się do karności i posłuszeństwa brzmi: Harcerz jest karny i posłuszny rodzicom i wszystkim swoim przełożonym. Próbowaliśmy w „pobudkowej" dyskusji omówić te kwestie w realiach współczesnego harcerstwa. Pomyślałem, że byłoby ciekawe popatrzeć jak to spojrzenie ewoluowało w historii polskiego harcerstwa. Tak się dobrze składa, iż na przestrzeni lat powstało kilka ważnych komentarzy do prawa harcerskiego, w których można przeczytać poglądy ich autorów. Wyciąg z tych komentarzy zamieszczamy poniżej.

   

Jarek:

Bieżący numer Pobudki poświęcamy w dużej mierze kwestii siódmego punktu naszego Prawa. Wydaje się, że w mamy w ZHR jakiś kłopot z pojęciami posłuszeństwa i karności. Niektórzy mówią, że to nasze harcerskie posłuszeństwo powinno być "bezwzględne" i że jest najważniejszym obowiązkiem instruktorskim. Inni, jak Mariusz Zięba w artykule jaki publikujemy obok, zastanawiają się czy w dzisiejszej rzeczywistości wymóg karności jest w ogóle wychowawczy. Ponieważ definiowaniem pojęć zajmujemy się w innych materiałach w tym numerze, chciałbym zaproponować rozmowę o tym, jakie konsekwencje dla Związku ma takie zróżnicowanie podejścia do posłuszeństwa.
Czy sądzicie, że rzecz jedynie w byciu posłusznym, czy też te różnice mają jakieś szersze konsekwencje dla ZHR i harcerstwa?

hm. Paweł Wieczorek KOHUB

Wyrosła nam POBUDKA z pampersów i zaczyna się zajmować coraz poważniejszymi sprawami, coraz też poważniej jest traktowana. Już nie jako cierń w pięcie albo pypeć na języku. Już się z nami dyskutuje na forach internetowych, na posiedzeniu Rady Naczelnej (takie plotki do mnie dotarły), ale - co dla nas najważniejsze - wśród liniowych instruktorów ZHR i ZHP.

Nobless oblige, my sami musieliśmy też zacząć traktować pismo poważniej, bo zgodnie z zasadami metodyki rośnie nasza odpowiedzialność. I my sobie z tego znakomicie zdajemy sprawę.

 

hm. Mariusz Zięba 

„Posłuszeństwo można uznać za podstawowy element struktury życia społecznego" - tak zaczyna się jeden z najbardziej znanych artykułów naukowych z zakresu psychologii społecznej: „Behawioralne badanie posłuszeństwa" Stanleya Milgrama[i]. Artykuł opisuje eksperyment, w którym ludzie decydowali, czy posłusznie podporządkują się osobom uznanym za autorytety i wykonywać będą ich polecenia nawet wtedy, gdy dotyczyć będą wyrządzania krzywdy innym ludziom. Osobami badanymi było 40 mężczyzn, którzy zgłosili się do udziału w eksperymencie na Uniwersytecie Yale po przeczytaniu ogłoszenia w gazecie. Byli to urzędnicy pocztowi, sprzedawcy, nauczyciele i robotnicy. Zwykli ludzie.

hm. Marek Gajdziński

Od kilku lat ze środowisk związanych z byłym Naczelnictwem ZHR oraz z byłą, ale też w dużej części obecną, Główną Kwaterą Harcerzy, płyną głosy o potrzebie nadania Związkowi charakteru wodzowskiego i oparciu naszego życia na fundamencie bezwzględnego posłuszeństwa. Opinie te budzą we mnie autentyczne przerażenie. Sądzę, że jako środowisko wychowawców, nie mamy prawa chować głowy w piasek i udawać, że tego nie słyszymy. Zwłaszcza, że postulaty tego typu formułują harcmistrzowie pragnący mieć i nadal jeszcze posiadający, ogromny wpływ na życie naszej organizacji oraz kierunki kształcenia instruktorskiego.

hm Tomasz Maracewicz

Po przeczytaniu pierwszego odcinka cyklu („Instruktor ZHR – analiza krytyczna ...”, Pobudka nr 9) można odnieść wrażenie, że jest w harcerstwie czytelny podział na instruktorów i „resztę świata”. Ha, dobrze, że to tylko wrażenie, bo istnienie takiego podziału nie jest ani sednem, ani sensem harcerstwa. Jest natomiast pewien podział dotyczący braci instruktorskiej, do którego ja osobiście przywiązuję ogromną wagę. Mam na myśli podział: DRUŻYNOWI i reszta świata !