nr 1 - krąg zielony

hm. Marek Gajdziński

Czy kiedykolwiek wyobraźnia podsunęła Ci taki oto widok?

Jesteś wodzem paczki, która staje w obliczu grożącego Wam niebezpieczeństwa. Sześciu Twoich przyjaciół patrzy na Ciebie wyczekująco. Co postanowisz?

Ty błyskawicznie oceniasz sytuację. Dajesz chłopcom dyskretny znak. Oni, bez żadnych słów, w lot rozumieją co masz na myśli. Rozbiegacie się, każdy w swoją stronę. Akcja trwa parę chwil. Każdy robi dokładnie to co ma robić. Bez gadania i z niewiarygodną precyzją, tak jakbyście latami ćwiczyli zachowanie się w podobnych sytuacjach. To musi zakończyć się sukcesem i tak się też kończy. Po skończonej "robocie" zbieracie się, okrutnie zmęczeni ale szczęśliwi. Na całym świecie nie ma bardziej zgranej „załogi” niż Wy. Patrzysz z dumą na swych przyjaciół i widzisz w ich oczach, że nie ma takiej siły, która mogłaby Was poróżnić i zwyciężyć.

Jeżeli oczami wyobraźni widzisz czasem takie sytuacje, to znaczy że jesteś właściwym człowiekiem, na właściwym miejscu. Jesteś dobrym kandydatem na zastępowego i właśnie zaczynasz czytać książkę, która podpowie Ci jak doprowadzić do tego by kiedyś w przyszłości sceny, których projekcje podsuwa ci wyobraźnia mogły wydarzyć się naprawdę.

hm. Krzysztof Stanowski

Na losy każdego instruktora, jego sposób myślenia, kulturę i wizję harcerstwa ogromny wpływ ma pierwsza drużyna. Ta, w której otrzymało się chustę, pojechało na pierwszy obóz, zło­ży­ło przyrzeczenie, stworzyło pierwszy zastęp. Tak się szczęśliwie złożyło, że swoją har­cerską drogę zaczynałem w drużynie prowadzonej przez Michała Bobrzyńskiego - dziś le­gen­dę lubelskiego harcerstwa. Każda drużyna ma swoją specyfikę, w naszej - 80% stanu sta­no­wili głuchoniemi i niedosłyszący – moja pierwsza drużyna była drużyną Nieprzetartego Szlaku.

hm. Jarosław Żukowski

Mój kolega z dawnej Głównej Kwatery ZHR (lata 1990-93), Marek Kamecki, przy okazji ukazania się nowego wydania „Wskazówek dla skautmistrzów” zalecał zgromadzonym czytanie: raz dziennie, tak przed pacierzem i Pismem Świętym, aby łatwiej pojąć sens interesu, w którym się siedzi. Ponieważ jestem grzecznym chłopcem i vicka słuchałem, zacząłem czytać „Wskazówki …” raz jeszcze. I stało się: wciągnęły mnie, pochłonęły w zupełności. Tak jak kiedyś pochłonęła mnie moja drużyna przed paru laty. Nagle wszystko wydało się proste i jasne, i w sumie tylko korzystać z tego, co Bi-Pi nam zostawił. Ale tu dopiero zaczynają się schody. Bo kiedy spojrzeć na codzienną praktykę w drużynach, to okazuje się, że bardzo daleko odeszliśmy od tego, co nam Bi-Pi zaproponował, daleko odeszliśmy od źródeł. Stąd mój pomysł, aby do źródeł (ad fontes) powrócić, aby razem, raz jeszcze czytać naszą Księgę, a jej mądrość spróbować wcielić w życie. Zapraszam do lektury.

hm. Tomasz Maracewicz

Zamiast wstępu.

Po złożeniu „urzędu” Naczelnika Harcerzy (marzec 1993) wylądowałem nagle daleko poza głównym nurtem dziania się harcerstwa, dziwiąc się jeszcze ciągle próżni powstałej po tamtym zgiełku, dziwiąc się spokojowi i powstałemu nagle dystansowi do wszelkich zdarzeń, które mną w poprzednich latach pomiatały. Wtedy to zacząłem pisać książkę mającą stać się popularnym podręcznikiem dla drużynowych harcerzy. Obawiałem się jak mi pójdzie. Ale przecież obiecałem wszystkim tę książkę - przyjaciołom z GK-i, kolegom z drużyny i wreszcie sobie samemu. Nowe okoliczności, obowiązki zawodowe i inne spowodowały, że powstawać mogła ona w nielicznych przerwach mojego całkiem już cywilnego życia. Początki poszły łatwiej niż przypuszczałem. Wiedziony potrzebą przekazania obecnym i przyszłym drużynowym tego co o harcerskiej drużynie mam do powiedzenia, wykonywałem tę pracę z ogromną przyjemnością i satysfakcją. Był to pewien rodzaj spłacenia długów jakie u Harcerstwa zaciągnąłem, pewien rodzaj podzięki za to co dla mnie Harcerstwo znaczyło i znaczy, co przyniosło mi w życiu i jakim mnie ukształtowało. Z czasem było co raz trudniej, aż wreszcie praca moja utkwiła na mieliźnie. Kilka fragmentów ukazało się wprawdzie w „Instruktorze”, kilka w „Drogowskazach” – ale całość nie ujrzała światła dziennego. Pomysł, by drukować książkę w „Pobudce” w odcinkach, przywrócił mi wiarę, że praca zostanie zakończona. Ufam, iż znajdą się drużynowi, którym pomoże ona w pracy harcerskiej, że znajdą się instruktorzy, których ustrzeże ona od wielu błędów, które ja sam popełniałem. Mam taką nadzieję.

phm. Ewa Hryniewicz

HOPR nie jest:

  • kolejnymi zajęciami z samarytanki, tyle że w postaci uporządkowanego kursu,
  • świetnym zadaniem do jakiejkolwiek próby, jeśli miałoby się to skończyć tylko na zaliczeniu kursu i nic więcej
  • konkurencją dla żadnej jednostki w strukturze ZHR.

Czym w takim razie HOPR jest?

Harcerstwo ma wychowywać do pełnienia służby, do odpowiedzialności za własny los, współodpowiedzialności za losy społeczności lokalnej, za losy Rzeczypospolitej. W cyklu sylwetki w kolejnych numerach „Pobudki” będziemy przedstawiać harcerzy i instruktorów, którzy poważnie potraktowali słowa przyrzeczenia harcerskiego o służbie Bogu i Polsce. Tym razem nie będzie ani o bohaterach powstań narodowych ani o „leśnych dziadkach”, których największą ambicją jest rozpalenie ogniska jedną zapałką i latanie w krótkich spodniach po lesie lecz o instruktorach Związku Harcerstwa Rzeczypospolitej - matkach i ojcach, lekarzach, inżynierach, radnych i nauczycielach. O żywych ludziach.  Dziś o ......

Redakcja

hm. Paweł Wieczorek

„Harcerstwo jest jak lejek - łatwo wpaść, ale dalej robi się cienko...” - mawiał mój konfrater w skautowaniu, gad kopalny z mojego kręgu, mocno już skamieniały i otarty ze szczeciny. Gdy zerkam na obecny ZHR, odnoszę wrażenie, że tamto porównanie zdezaktualizowało się względem rozmiarów; dziś to już nie lejek a lej po tysiącfuntowej bombie, w którym, jak wiadomo, pod ostrzałem jest najbezpieczniej. Znam więc takich, co nosa nie wyściubiają, czekając aż inni za nich wygrają wojnę. A jakąż to wojnę toczymy, spyta ktoś  w NATO. Taką jak zawsze pod lilii znakiem: z sobą, z własnymi słabościami, za waszą i naszą zdolność do ciekawszego, a przy okazji pożyteczniejszego życia. Hej!